ATYPOWI - Problemy z diagnozą

...mam do was takie pytanko ...czy jeśli wyszedłem z kliniki i mam wyraźnie w rozpoznaniu wpisane SM,to czy ta diagnoza już jest pewna? Zaznaczę że w klinice robili mi badania krwi,punkcję,potencjały wzrokowe wywołane..no i postawili już diagnozę...MR miałem robione gdzieś miesiąc później no i z wynikami poszedłem do lekarza prowadzącego który powiedział mi że to tylko potwierdziło diagnozę,gdyż są widoczne ogniska...co o tym sądzicie?

 

ATYPOWI - Problemy z diagnozą

Ja też miałam nieprawidłowe potencjały wzrokowe (do 135 w jednym oku i 144 w drugim przy normie max. do 117) bez zapalenia nerwu i- jeszcze wtedy- zmian w MRI. Napisali, że potencjały obustronnie opóźnione, po prawej stronie słabo wykształcone o niższej amplitudzie. Wywołane po prawej stronie też były kiepskie i generalnie ta strona jest zdecydowanie "lewa" W OCT w Poznaniu w prawym oku wyszły jakieś zmiany, a potencjały podobno OK.

Pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego

wyniki wzrokowych potencjałów wywołanych mam ponoć w normie chociaz nie wiem jak interpretowac roznice miedzy oczami w wartosci P100 uV np
dla 1.1 Oz - Fz:
L: 3,6 P: 7,2

1.2 Oz - Fz :
L: 2,0 P:5,6

o dziwo prawe teoretycznie nienaruszone ma dluzsze czasy latencji . lewe nawet ponizej normy..znaczy krotsza latencja niz norma.

pzdr

[ Dodano: 2009-01-19, 14:52 ]

klub dla Pań z tego forum (pogaduszki)

Dziewczyny może komuś pomoże moja podpowiedź. Na młodego miałam zasiłek opiekuńczy na adhd , ale w formularzu było to napisane pt" encefalopatia" objawiająca się : adhd, zab. zachowania, zab. sensoryczne . Na wszystko jakiś papierek od psychologa i z tym do pediatry (czyli osoby najmniej zorientowanej w temacie). jeszcze coś od siebie dodała w temacie innych chorób np. reaktywne zap stawu biodrowego, słaby wzrok, płaskostopie, wada wymowy i wszystko co przyjdzie do głowy. Im więcej tym lepiej. Coś jeszcze dopisała o potrzebie stałego pilnowania młodego. Z tym poszłam do psychiatry , dopisała adhd , zab zachowania i pieczątka. A na komisję poszłam bez młodego bo dzień wcześniej wyrżną głową w ścianę i miał wstrząśnienie mózgu. Wzięłam tylko zaświadczenie z pogotowia. Potem zamieniłam orzeczenie o niepełnosprawności z adhd na oczny czyli uszkodzone nerwy wzrokowe i głębokie niedowidzenie oka (potrzeba chwili). Papierek z badania potencjałów wywołanych nerwów np wzrokowych, można takie badanie wykonać na wszystkich nerwach : słuch, wzrok, kończyn dolnych , górnych. Jest to podstawa która mówi że wzrok czy słuch zawsze może ulec pogorszeniu bo są same nerwy uszkodzone. Wiem że w tej chwili może być orzeczona niepełnosprawność z powodu kilku chorób i się dopisuje i chyba młodemu dopiszę adhd. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. W razie pytań piszcie. Pozdrawiam.

 

zmiany w MRI

Witaj

Wyrazy współczucia z powodu straty córeczki...

Zasadniczo do rozpoznania SM potrzebne są dowody na przynajmniej dwa rzuty. Chwilowe zawroty głowy nie spełniają kryterium rzutu (rzut powinien trwać powyżej 24 h). Choć bywa też tak, że chwilowe napadowe objawy, mogą być (ale nie muszą) pierwszymi sygnałami SM.
Obraz MRI nie koreluje w przypadku SM z niepełnosprawnością. Są osoby, które mają sporo zmian, a funkcjonują w pełni normalnie. Bywa też na odwrót.

Większość osób chorych na SM ma prążki oligoklonalne w płynie, czy właśnie to Ci sprawdzali?

Czy roblili Ci jakieś inne badania? Typu potencjały wzrokowe wywołane na przykład.

Zmiany w MRI u eSeMowców są najczęściej zlokalizowane okołokomorowo (koło komór bocznych).

Pozdrawiam, Madzia

Czy to SM

Witaj

No niestety ta diagnostyka w celu powtwierdzenia lub wykluczenia SM bywa dosyć męcząca i długoooootrwała. Coś wiem o tym, bo diagnozę dostałam dopiero po 7 latach od pierwszych objawów

Zasadniczo MRI głowy ani nie wyklucza, ani nie potwierdza SM. Do tego potrzeb paru badań: MRI, potencjały wzrokowe wywołane i często punkcja lędźwiowa (poziom IgG i obecność prążków oligoklonalnych). No ale i tak najważniejsza często jest historia choroby i badanie neurologiczne.

Także tak jak już Tu pisali - przede wszystkim dobry szpital, który od ręki zrobi wszystkie badania, abyś wiedziała jak to jest naprawdę z Twoim zdrowiem. Ale pamiętaj jedno - cokolwiek badania wykażą - najważniejsze jak Ty się z tym czujesz i co Ty z tym zrobisz. Niech Moc Będzie z Tobą .

podwójne widzenie

Witam. Jestem w trakcie diagnozy SM. U mnie zaczęło się w listopadzie 2007. Poszłam do okulisty z zapaleniem oka (ponoć nie nerwu wzrokowego) Po 4 dniach przeszło ( miałam tylko zaczerwienione oko)ale pojawiło się podwójne widzenie. U mnie jest dziwnie bo jestem jednooczna-tzn na jedno oko widzę kolory, kształty itp ale ze względu na dużego zeza w dzieciństwie oko zostało wyłączone z widzenia po to rzeby obraz się nie dwoił (dobre co?)NO i widzę podwójnie czasem lepiej czasem gorzej. Gorzej w okularach. Od zawsze w gorszym oku miałam zeza zbieżnego teraz mam rozbieżnego lub wogóle go nie widać. Kiedy zez wraca do rozbieżnego widzę mniej podwójnie. Kolejny cios to rezonans i wykryta jakaś zmiana - jak napisali może niedokrwienie a może demielenizacja. Zrobiłam też potencjały wywołane na oczy - wyszła mi obniżona amplituda w gorszym oku (okulista powiedział,że to normalne bo oko jest niedowidzące)
Za 2 tyg. ide znowu do neurologa i pewnie kolejne RMI powie coś więcej. Z innych objawów ma często poczucie drżenia wewn. i kołatania serca. Stwierdzono też u mnie nerwicę więc liczę, że to z niej wynika to drżenie a nie z SM. Mam też poczucie zimnych nóg i rąk, uczucie strachu i lęku-muszę zacząć robić coś przyjemnego wtedy przechodzi-i to bardzo szybko. Podobnie jak niektórzy o moich dolegliwościach nie wie rodzina - nie chcę ich martwić. Nie muszę Wam mówić jak boję się diagnozy-to wiecie.
Mam wrażenie, że to jednak SM - bo co innego? Potrzebuję z kimś o tym pogadać.

podwójne widzenie

Z Wami to można konie kraść. Sami wiecie,że czasem nie da się nie myśleć. 15.10. mam neurologa i pewnie kolejny m-c czekania na RMI. Nie wiem tylko czemu miałam zrobić badanie na potencjały wywołane. Niektórzy mówią, że tu chodzi o to czy miałam zapalenia nerwu wzrokowego a inni,że wykrywa jakieś nieme ogniska zanim ujawnią sie w RMI. Jak to jest z tym badaniem?

jednak sm...

Cześć, jestem tu nowa, boje się jak cholera. Ale od początku. W lutym bolały mnie gałki oczne przy poruszaniu, potem na lewym oku miałam mgiełkę. Trochę się wystraszyłam, poszłam do okulisty, wszystko ok, wszystkie badania wyszły OK( dno oka, ciśnienie w oku, pole widzenia) Po wiyzzcie u neurologa dostaam skierowanie na rezonans m. Wynik był: obraz MRI nie upoważnia do stwierdzenia SM. Ale hiperintensywne ognisko za ciałem modzelewatym i drobne ogniska w płacie czołowym. Skoczyłam do góry z radości jak mały psiak To było w marcu. Pod koniec maja w lewym oku po ciemku widzialam, nadal widzę błyski. Zaczęłam czytać, drążyć temat w necie i dostałam takiego stracha że teraz mam dziwną lewą dłoń i stopę i oczopląs, który miałam od dziecka, teraz się nasilił. Dziś zrobiłam wywołane potencjały wzrokowe. Prawe oko w normie (110), lewe :wydłużona latacja 134 czy coś podobnego. Jutro idę do neurologa, jak myślicie , to sm? czy ja sobie sama nie wywołałam objawów tym strachem? czy da się żyć z ta straszną chorobą? Boże ratuj, ja mam dopiero 31 lat! Napiszcie coś pozytywnego bo umieram ze strachu.

jednak sm...

Cytat:Cześć, jestem tu nowa, boje się jak cholera. Ale od początku. W lutym bolały mnie gałki oczne przy poruszaniu, potem na lewym oku miałam mgiełkę. Trochę się wystraszyłam, poszłam do okulisty, wszystko ok, wszystkie badania wyszły OK( dno oka, ciśnienie w oku, pole widzenia) Po wiyzzcie u neurologa dostaam skierowanie na rezonans m. Wynik był: obraz MRI nie upoważnia do stwierdzenia SM. Ale hiperintensywne ognisko za ciałem modzelewatym i drobne ogniska w płacie czołowym. Skoczyłam do góry z radości jak mały psiak To było w marcu. Pod koniec maja w lewym oku po ciemku widzialam, nadal widzę błyski. Zaczęłam czytać, drążyć temat w necie i dostałam takiego stracha że teraz mam dziwną lewą dłoń i stopę i oczopląs, który miałam od dziecka, teraz się nasilił. Dziś zrobiłam wywołane potencjały wzrokowe. Prawe oko w normie (110), lewe :wydłużona latacja 134 czy coś podobnego. Jutro idę do neurologa, jak myślicie , to sm? czy ja sobie sama nie wywołałam objawów tym strachem? czy da się żyć z ta straszną chorobą? Boże ratuj, ja mam dopiero 31 lat! Napiszcie coś pozytywnego bo umieram ze strachu.



Aniu, spokojnie Podobne objawy, czy nawet opis MRI to jeszcze nie SM (a nawet jeśli- to nie koniec świata). Wielu z nas czeka na diagnozę po kilka lat i- wierz mi- lepiej poczekać, choć to trudne, niż mieć szybko, ale nieprawidłowe rozpoznanie. Proponuję na razie dać sobie spokój z wertowaniem Internetu, nie "wsłuchiwać" się w objawy i myśleć pozytywnie.
Daj znać co dalej.
Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie

wpw pytanie

Witam..
Mam pytanie odnośnie wzrokowych potencjałów wywołanych. Nagłe i znaczne pogorszenie ostrosci widzenia na jedno oko (wszystko rozmazane) wydarzyło się pod koniec lipca tego roku. Mam małą alergię na lekarzy poza tym nadrabiałam drugim zdrowym okiem i do okulisty zgłosiłam się dopiero w pazdzierniku, potem neurolog i potencjały które wyszły ok. Moje pytanie czy potencjały zawsze wychodzą nieprawidłowo po przejsciu pznw? czy czas (3 miesiące od pogorszenia do badania) moze mieć jakiś wpływ?

dzieki z góry za odpowiedź

wpw pytanie

Cytat:moze mi ktos odpowie na pytanie bo sie troche pogubilam.
jezeli potencjaly wzrokowe sa nieprawidlowe i napisane uszkodzenie demeilinizacyjne to znaczy ze sa zmiany demeilinizacyjne?a co jesli w glowie jest czystko?czy moga byc w rdzeniu w odcinkach?



Witaj. Potencjały wzrokowe wywołane są bardziej czułym badaniem niż rezonans. Także mogą one wskazywać na proces demielizacyjny, a w MRI brak zmian.
Ja mam nieprawidłowe potencjały wzrokowe (wydłużone czasy latencji), a w głowie drobne, pojedyncze zmiany do 2 mmm. Takie tyci. Jak pierwszy raz wyszły mi nieprawidłowe potencjały, to w głowie totalnie czysto.
Jeśli w głowie nie ma zmian, to mogą być w kręgosłupie. Najczęściej w szyjnym, ale mogą też być w piersiowym, czy rzadko w lędźwiowym.

wpw pytanie

nie wiem czy dobrze zcytam oko lewe 166ms ,oko prawe 185 ms:|
ja mam napisane tak : w badaniu wzrokowych potencjalow wywolanych stymulacja goglami LED stwierdza sie morfologie odpowiedzi i amplitude w granicach normy , latencja komponenty P wydluzona stymulacja OL, OP i OLP.
Potencjaly wzrokowe nieprawidlowe we wszystkich przeprowadzonych stymulacjach goglami LED stwierdza sie wydluzenie obustronne przewodzenia w drogach wzrokowych(uszkodzenie o charakterze demielinizacyjnym. )

ból oka :/

myślę i myślę co to może być, czytam w necie, szukam... juz mówię o co mi chodzi.

od dwóch tygodni boli mnie gałka oczna, oko. non stop. a nasilenie następuje, gdy ostro skieruję wzrok w którymś kierunku.
cały ten ból zaczął już promieniować na głowę [co wcale mnie nie ciszy;)]. do tego mam tak jakby mgiełkę na oku.

w miniony poniedziałek poszłam do mojej neuro - kobieta przeraziła się, że to może być PZNW. ale dziwiła się też, że takie coś miałoby się dziać przy Betaferonie.
tak czy siak - dała skierowanie do okulisty z zapisem - podejrzenie PZNW SM. już we wtorek odwiedziałam szpital. byłam na ostrym dyrzuże. okulista przebadał [potencjały wzrokowe, dno oka, itd.] i wszystko wyszło OK.
lekarz wykluczył PZNW i stwierdził, że to "suche oko" i zalecił sztuczne łzy.

stosuję sztuczne łezki, a ból jak był tak jest i delikatnie gorsze widzenie wywołane "mgiełką" też się utrzymuje.

w czwartek idę do kolejnego okulisty. może nawet pokuszę się o wizytę w klinice okulistycznej.

co o tym myślicie? bo zaczyna mnie to lekko dołować. gdyby nie było pogorszenia widzenia, tylko ból, to pewnie nie robiłabym z tego większego "halo", ale jedno i drugie...

papierosy, nerwy, oko, płacz

Mam wynik z dnia 11-16-07
"Badanie potencjałów wywołanych P100:
Po sronie lewej wydłużenie latencji P100 umiarkowanego stopnia, po prawej latencja P100 w normie. Amplituda załamków P100 prawidłowa, symetryczna.
Obraz uszkodzenia demielinizacyjnego w lewym nerwie wzrokowym. Po prawej przewodnictwo w normie."

Jeszcze troszeczke mam słabsze kolorki w lewym oku i myślę, że się poprawia a może też sie do tego przyzwyczaiłam. Napewno nie jest gorzej.
Chyba nie chciałabym sterydów w takim wypadku bo może one maja tez swoje skutki uboczne a ze mnie nerwóska. Ogólnie fizycznie wszystko ok.

papierosy, nerwy, oko, płacz

Wiesiu z czytaniem na szczęście nie mam problemów, lewe oczko mam zdrowe, a w prawym (chorym) mam troszkę ciemniejsze kolorki bo ostrość już wróciła na szczęście.

Jestem już po potencjałach. O ile zdanie:

"Wynik badania wskazuje na zaburzenie przewodzenia w drodze wzrokowej prawej"

... mnie nie zdziwiło (po PZNW to jest normalne podobno )

To już:

"Wykonano także badanie somatosensorycznych potencjałów wywołanych kończyn dolnych - po stronie prawej dyskretnie wydłużona latencja korowa P37."

... mnie trochę zdziwiło bo z nogami problemów nie mam żadnych

Opracowanie na egzamin - neuronauka

Tylko tyle zostało do opracowania. Pomóżcie to szybko skończyć. Dziś rano wrzucam na forum opracowanie i fajnie gdyby nie miało luk:)

8. Charakterystyka neurotransmitterów.
10. Dojrzewanie układu nerwowego.
11. Metabolizm rozwijającego się mózgu.
14. Etapy rozwoju mózgu.
18. Starzenie jako proces fizjologiczny.
20. Procesy neurodegeneracyjne, choroba Alzheimera, koncepcje etiologiczne, mechanizmy i procesy neurodegeneracji, przebieg,
30. Receptory i drogi czuciowe, słuchowe i wzrokowe.
32. Kontrola ruchu, model zachowania ruchowego człowieka.
33. Pamięć operacyjna i neurobiologia zapamiętywania.
35. Aktywność elektryczna układu nerwowego, fale alfa , beta , theta, delta, hipsarytmia, zespół iglica-fala.
36. Potencjały wywołane.

Wywołane potencjały wzrokowe-interpretacja

Jak interpretowac obniżenie amplitudy przy normalnej latencji?

Kącik złego humoru

A ja mam dzisiaj cholernego doła
Siedzę i beczę...
Ja już mam dość! rozumiem osoby, które nie są zdiagnozowane, ale ja sama nie wiem czy też jestem ....
Moją diagnozę postawiono w szpitalu innym, niż gdzie teraz się leczę i tylko na podstawie zdjęcia z rezonansu i samego wejścia do lekarza. Weszłam chwiejnym krokiem, a on już, że ja mam SM...
Zrobiono mi tylko badanie wzrokowe potencjały wywołane. Wyszły znaczne zmiany.

Teraz koleżanka namawia mnie na zrobienie badań na borelkę, mój mąż też, na forum też czytam i odbieram to jako zachętę aż sama nabrałam wielką ochotę się przebadać ale...

Jak pomyślę co mi dał los i co zabrał przez SM, to ja się teraz boję tego jak okaże się, że mam boreliozę a nie sm...
Ja wiem zdiagnozowanie tego to daleka droga.... od razu to nie wyjdzie, a lepiej wiedzieć i zacząć się leczyć na borelkę niż nie leczyć się wczale na sm... ale mój dół jest już wykopany i teraz trzeba go zakopywać...
Spoko, minie mi to, przecież jestem Twardzielką, tylko czasami przychodzą takie chwile, że nawet twardziele płaczą...

Ja teraz nie bardzo wiem co mam robić i co chcę robić...
Spadło na mnie ostatnio tyle rzeczy jakby ktoś pomyje wylał...
Nie mam tu nikogo na myśli, ale tak się czuję z nadmiaru wiedzy i koniecznością interesowania się swoim stanem zdrowia...
Do tej pory żyłam sobie spokojnie, byłam chora, pracowałam, ale ostatnio wszystko walnęło jak WTC po przelocie przez niego samolotu robiąc wielką dziurę...

Odezwę się jak mi minie ten stan i znowu będę pocieszać strapionych, ale na razie to ja jestem strapiona i wiem, że muszę to z siebie wyrzucić, dół zakopać...
Idę prasować, bo na mnie czeka...
Będzie to moment wyłączenia dla mnie i wyciszenia, powrócę do dobrego stanu psychicznego na pewno... ale ten dół w trkcie pisnia do Was stał się dołeczkiem

badanie CSF

Ja w ogóle tego badania nie miałam, diagnozę postawiono w oparciu o wyniki MRI (miałam dwukrotnie MRI głowy, ale już po pierwszym usłyszałam diagnozę), potencjałów wywołanych wzrokowych (ang. Visually Evoked Response, VEP) i objawów klinicznych.

to, co zwykle (29-04-08) + ZAGADNIENIA

ZAGADNIENIA DO NAUCZENIA DLA STUDENTÓW 1 ROKU, NEURONAUKA

(uwaga, zagadnienia maja charakter ogólny i nie są pytaniami na egzamin, w związku z czym, np. w zagadnieniu jest punkt ? przewodnictwo elektryczne ale trzeba się nauczyć i o potencjale pobudzeniowym i hamującym, o sumowaniu się przestrzennym im czasowym impulsów w procesie depolaryzacji i o kanałach?)

1. Budowa neuronu,
2. Typy komórek nerwowych w układzie nerwowym.
3. Podział i rola gleju.
4. Potencjał czynnościowy i spoczynkowy neuronu.
5. Przewodnictwo chemiczne.
6. Synapsy pobudzające i hamujące, typy i budowa synaps.
7. Typy neurotransmitterów. I ich receptory.
8. Charakterystyka neurotransmitterów.
9. Cytogeneza i histogeneza w rozwoju układu nerwowego.
10. Dojrzewanie układu nerwowego.
11. Metabolizm rozwijającego się mózgu.
12. Synaptogeneza w układzie nerwowym.
13. Migracja neuronalna, apoptoza.
14. Etapy rozwoju mózgu.
15. Plastyczność rozwojowa. Synapsy milczące.
16. Możliwości regeneracji w układzie nerwowym, podstawy plastyczności.
17. Mechanizm diaschizy.
18. Starzenie jako proces fizjologiczny.
19. Koncepcje starzenia się.
20. Procesy neurodegeneracyjne, choroba Alzheimera, koncepcje etiologiczne, mechanizmy i procesy neurodegeneracji, przebieg,
21. płyn mózgowo-rdzeniowy.
22. Opony mózgu,
23. Ukrwienie mózgowia.
24. Organizacja funkcjonalna układu nerwowego - koncepcja A. Łurii.
25. Kresomózgowie ? podział.
26. Międzymózgowie ? podział.
27. Rola wzgórza i podwzgórza.
28. Śródmózgowie ? budowa i funkcja.
29. Móżdżek ? budowa i funkcje.
30. Receptory i drogi czuciowe, słuchowe i wzrokowe.
31. Rdzeń kręgowy ? budowa i funkcje.
32. Kontrola ruchu, model zachowania ruchowego człowieka.
33. Pamięć operacyjna i neurobiologia zapamiętywania.
34. Sen i czuwanie. Biorytmy człowieka.
35. Aktywność elektryczna układu nerwowego, fale alfa , beta , theta, delta, hipsarytmia, zespół iglica-fala.
36. Potencjały wywołane.
37. Metody radiologiczne i inne obrazowania układu nerwowego.

Pozdrawiam Ewa Mojs

Opracowanie na egzamin - neuronauka

Hej!
Tak jak w zeszłym semestrze proponowałbym zrobić małą pracę grupową.
Tym razem chodzi o zagadnienia z neuronauki:)

Wpisujcie w odpowiedzi, które zagadnienie chcecie opracować.
Potem czekam na maila na dan@dan.art.pl.

Po tym jak dostane wszystko to wrzucę gotowe opracowanie na forum.
Czasu nie ma dużo, ale jakby udało się w niedziele rano mieć gotowe opracowanie to zawsze coś:)

Lista zagadnień:

1. Budowa neuronu, (już opracowane)
2. Typy komórek nerwowych w układzie nerwowym.
3. Podział i rola gleju. (już opracowane)
4. Potencjał czynnościowy i spoczynkowy neuronu.
5. Przewodnictwo chemiczne.
6. Synapsy pobudzające i hamujące, typy i budowa synaps.
7. Typy neurotransmitterów. I ich receptory.
8. Charakterystyka neurotransmitterów.
9. Cytogeneza i histogeneza w rozwoju układu nerwowego.
10. Dojrzewanie układu nerwowego.
11. Metabolizm rozwijającego się mózgu.
12. Synaptogeneza w układzie nerwowym.
13. Migracja neuronalna, apoptoza.
14. Etapy rozwoju mózgu.
15. Plastyczność rozwojowa. Synapsy milczące.
16. Możliwości regeneracji w układzie nerwowym, podstawy plastyczności.
17. Mechanizm diaschizy.
18. Starzenie jako proces fizjologiczny.
19. Koncepcje starzenia się.
20. Procesy neurodegeneracyjne, choroba Alzheimera, koncepcje etiologiczne, mechanizmy i procesy neurodegeneracji, przebieg,
21. płyn mózgowo-rdzeniowy. (już opracowane)
22. Opony mózgu, (już opracowane)
23. Ukrwienie mózgowia.
24. Organizacja funkcjonalna układu nerwowego - koncepcja A. Łurii.
25. Kresomózgowie ? podział. (już opracowane)
26. Międzymózgowie ? podział. (już opracowane)
27. Rola wzgórza i podwzgórza. (już opracowane)
28. Śródmózgowie ? budowa i funkcja.
29. Móżdżek ? budowa i funkcje.
30. Receptory i drogi czuciowe, słuchowe i wzrokowe.
31. Rdzeń kręgowy ? budowa i funkcje.
32. Kontrola ruchu, model zachowania ruchowego człowieka.
33. Pamięć operacyjna i neurobiologia zapamiętywania.
34. Sen i czuwanie. Biorytmy człowieka.
35. Aktywność elektryczna układu nerwowego, fale alfa , beta , theta, delta, hipsarytmia, zespół iglica-fala.
36. Potencjały wywołane.
37. Metody radiologiczne i inne obrazowania układu nerwowego.

Kultura Sztuka Oświata Teatr Film Głuchych i Słaboszyszącch

Neuropatia słuchowa – problem inny niż centralne zaburzenia słuchu lek. med. Lidia Mikołajewska, doc. dr hab. med. Kazimierz Niemczyk

Jedną z postaci pozaślimakowych zaburzeń słuchu, w istotny sposób ograniczających korzyści ze stosowania aparatów słuchowych, jest neuropatia słuchowa, zwana również zaburzeniem synchronizacji neuronalnej. 

Możemy ją rozpoznać u pacjentów, u których mimo rejestracji otoemisji akustycznych, obserwuje się nieprawidłowości zapisu wywołanych potencjałów słuchowych pnia mózgu (ABR) oraz brak odruchów strzemiączkowych w audiometrii impedancyjnej. Pacjenci z neuropatią słuchową mają duże trudności z rozumieniem mowy, szczególnie w hałasie. Artykuł ten przedstawia opis tej jednostki chorobowej, która obecnie - dzięki większej świadomości lekarskiej jej występowania - jest coraz częściej rozpoznawana.

Neuropatię słuchową po raz pierwszy opisano ponad dwie dekady temu, kiedy to Davis i Hirsh donieśli o braku potencjałów słuchowych pnia mózgu u pacjentów, u których próg słyszenia w audiometrii tonalnej był tylko nieznacznie podwyższony. Późniejsze prace wykazały, że u osób tych zachowana jest prawidłowa czynność komórek słuchowych zewnętrznych. Ich funkcja warunkuje obecność otoemisji akustycznych oraz potencjałów mikrofonicznych (CM, ang. Cochlear Microphonic) w elektrokochleografii.
Termin neuropatia słuchowa (ang. Auditory Neuropathy) po raz pierwszy wprowadzili Yvonne Sininger i Arnold Starr w 1995 roku. Oznacza on pozaślimakową patologię słuchu dotyczącą obszaru od komórek słuchowych wewnętrznych do pnia mózgu. Uszkodzenia mogą zatem dotyczyć komórek słuchowych wewnętrznych, neuronów zwoju spiralnego, włókien nerwu słuchowego (na przykład demielinizacja włókien aferentnych lub/i eferentnych) oraz nieprawidłowości działania neurotransmiterów w tym obszarze.
Wyniki badań przesiewowych prowadzonych niedawno w Australii ujawniły, że u dzieci z grup ryzyka neuropatia słuchowa może dotyczyć około 10% noworodków z trwałym uszkodzeniem słuchu. Dlatego bardzo ważne jest jej wczesne wykrycie i wdrożenie odpowiedniego postępowania.

Etiologia i patogeneza

Wśród czynników predysponujących do wystąpienia neuropatii słuchowej wymienia się obciążenia okołoporodowe (hipoksja lub hyperbilirubinemia) oraz schorzenia genetyczne (na przykład typ I i II zespołu Charcot-Marie-Tooth bądź zespół Guillain-Barre). Ocenia się, że podłoże genetyczne jest przyczyną choroby u około 40% pacjentów. W powstaniu neuropatii mogą również odgrywać rolę choroby takie, jak cukrzyca i mocznica, a także działania niepożądane leczenia cisplatyną.
Badania nad patomechanizmem neuropatii słuchowej przez wiele lat prowadził William Gibson. Wysunął on hipotezę wiążącą neuropatię słuchową z zachowaniem czynności komórek słuchowych zewnętrznych przy uszkodzeniu komórek słuchowych wewnętrznych. Oparł ją na badaniach elektrofizjologicznych, w których rejestrował duże potencjały mikrofoniczne (CM, ang. Cochlear Microphonic) i nieprawidłowo dodatnie potencjały sumacyjne (APSP, ang. Abnormal Positive Summating Potential) w elektrokochleografii. Obserwował również desynchronizację neuronalną w badaniu akustycznie wywołanych potencjałów słuchowych pnia mózgu (ABR, ang. Auditory Brainstem Responce), przy prawidłowym zapisie (świadczącym o dobrej synchronizacji) w elektrycznie wywołanych potencjałach słuchowych pnia mózgu (EABR, ang. Electric Auditory Brainstem Responce). Badania prowadzone przez innych naukowców sugerują, że patomechanizm neuropatii słuchowej może wiązać się z zaburzeniami synchronizacji we włóknach nerwu ósmego lub brakiem współdziałania między aferentną i eferentną drogą słuchową.
Część autorów uważa, że zamiast pojęciem neuropatii słuchowej powinniśmy posługiwać się określeniem desynchronizacji neuronalnej, bowiem u pacjentów z tym schorzeniem stwierdzono upośledzenie czasowego przetwarzania bodźców.
Uważa się, że zsynchronizowana aktywność neuronów nerwu słuchowego odpowiedzialna jest za dekodowanie takich cech dźwięku, jak głośność i wysokość. Badania Krausa z 2000 roku wskazują, że zaburzenia synchronizacji najbardziej upośledzają rozumienie mowy w hałasie, podczas gdy rozumienie mowy w ciszy może nie ulegać pogorszeniu.

Obraz kliniczny

U pacjentów z neuropatią słuchową stwierdza się niedosłuch odbiorczy o charakterze pozaślimakowym od niewielkiego do głębokiego stopnia, z progiem słyszenia najczęściej bardziej podwyższonym w zakresie małych częstotliwości. Neuropatię słuchową charakteryzują następujące objawy oraz wyniki badań audiologicznych i radiologicznych:

    lsłabe rozumienie mowy, nieproporcjonalnie gorsze niż u innych pacjentów z tym samym progiem słyszenia w audiometrii tonalnej, szczególnie w obecności hałasu,l lniedosłuch fluktuacyjny (zmienny próg słyszenia w audiometrii tonalnej, okresowo lepsze rozumienie mowy w audiometrii słownej),l lbrak odpowiedzi lub nieprawidłowa morfologia zapisu słuchowych potencjałów wywołanych pnia mózgu,l lobecność emisji akustycznych oraz zniesienie ich eferentnej supresji przy stymulacji kontralateralnej,l lniewystępowanie odruchów mięśnia strzemiączkowego (przy ipsi- i kontralateralnym podaniu bodźca),l lbrak poprawy rozumienia mowy po zastosowaniu aparatów słuchowych u większości pacjentów,l lprawidłowy wynik badań obrazowych (tomografii komputerowej i magnetycznego rezonansu jądrowego) przemawiający przeciwko istnieniu patologii, takich jak guz kąta mostowo-móżdżkowego lub stwardnienie rozsiane,l

choroba może występować jako samodzielna jednostka lub uogólniony proces neuropatologiczny, tj. z towarzyszącymi neuropatiami obwodowymi.

U pacjentów z neuropatią słuchową występują objawy centralnych zaburzeń słuchu, dlatego przed wprowadzeniem otoemisji neuropatia była rozpoznawana jako patologia ośrodkowej części drogi słuchowej. Do objawów centralnych zaburzeń słuchu, zwanych obecnie zaburzeniami centralnych procesów przetwarzania słuchowego (CAPD, ang. Central Auditory Processing Disorders), należy zaliczyć:

    lzaburzenia rozumienia mowy, szczególnie w obecności hałasu,l lzaburzenia koncentracji uwagi (ADD, ang. Attention Deficit Disorder),l lzaburzenia koncentracji uwagi z nadreaktywnością (ADHD, ang. Attention Deficit Hyperactivity Disorder),l ltrudności w wypełnianiu poleceń, szczególnie podawanych werbalnie,l lzłe wyniki w nauce przy prawidłowym poziomie inteligencji, mierzonym testami niewerbalnymi,l lzaburzenia lokalizacji dźwięku.l

U większości pacjentów rozpoznawane są także inne neuropatie obwodowe, ale zaburzenia słuchu pojawiają się najwcześniej. Wśród innych deficytów neurologicznych spotykanych u pacjentów z neuropatią należy wymienić ataksję Freidreicha, zaburzenia odruchów ścięgnistych, chód na szerokiej podstawie, zaburzenia koordynacji wzrokowo-ruchowej, trudności w śledzeniu poruszających się przedmiotów, oczopląs spojrzeniowy i inne. Niektóre dyskretnie wyrażone objawy neurologiczne wykrywane są dopiero podczas konsultacji neurologicznej.

Diagnostyka

Od czasu kiedy neuropatię słuchową wiąże się z nieprawidłową funkcją komórek słuchowych wewnętrznych (IHC, ang. Inner Hair Cells) lub nerwu słuchowego - przy zachowanej czynności komórek słuchowych zewnętrznych (OHC, ang. Outer Hair Cells) - za najbardziej przydatne uznaje się następujące testy:

    lotoemisje akustyczne,l lelektrokochleografię,l lbadanie wywołanych potencjałów słuchowych pnia mózgu (ABR, ang Auditory Brainstem Response),l laudiometrię impedancyjną.l

Wywołane emisje akustyczne oraz potencjały mikrofoniczne w elektrokochleografii stosuje się do oceny funkcji komórek słuchowych zewnętrznych. Potencjały słuchowe pnia mózgu i badanie odruchów strzemiączkowych (ipsi- i kontralateralnych) przydatne są do oceny funkcji nerwu słuchowego.

Ryc. 1. Przykład prawidłowego zapisu otoemisji u pacjenta z neuropatią słuchową. W badaniu otoemisji - zarówno wywołanych trzaskiem, jak i produktów zniekształceń - amplituda odpowiedzi (zależna od czynności komórek zewnętrznych) jest duża. Odpowiedzi można rejestrować nawet mimo podwyższenia progu słyszenia w audiometrii tonalnej powyżej 30-40 dB HL. Szczególnie interesujący jest brak supresji emisji podczas kontralateralnej prezentacji tonu lub hałasu o natężeniu 20-80 dB. Jest to prawdopodobnie związane z brakiem sprzężenia między neuronami drogi aferentnej i eferentnej. Przy prawidłowym współdziałaniu obu rodzajów neuronów dochodzi do redukcji amplitudy lub zmiany fazy zapisu w obecności kontralateralnego bodźca.

 

Ryc. 2. Przykład braku rejestracji słuchowych potencjałów wywołanych pnia mózgu u pacjenta z neuropatią słuchową. Także w elektrokochleografii amplituda potencjałów mikrofonicznych (CM, ang. Cochlear Microphonic) jest duża. Występuje też nieprawidłowo dodatni potencjał sumacyjny (APSP, ang. Abnormal Positive Sumation Potential).
U pacjentów z neuropatią słuchową badanie wywołanych potencjałów słuchowych pnia mózgu, zarówno przy pobudzaniu trzaskiem, jak i tonami bramkowanymi, prowadzi do uzyskania zapisu o nieprawidłowej morfologii lub nie udaje się zarejestrować żadnej z fal (I - V). Brak fali I wskazuje, że miejsce uszkodzenia może znajdować się w synapsie między komórkami słuchowymi wewnętrznymi i dendrytami nerwu słuchowego, między neuronami zwoju spiralnego lub w obrębie aksonów nerwu słuchowego w ich przebiegu do pnia mózgu.

W audiometrii impedancyjnej przy prawidłowym zapisie krzywej tympanometrycznej nie rejestruje się odruchów z mięśnia strzemiączkowego ani podczas stymulacji ipsi-, ani kontralateralnej.
Audiometria tonalna jest najmniej specyficznym testem. Zarówno stopień niedosłuchu, od normy do głębokiego ubytku, jak i przebieg krzywych progowych mogą być różne u różnych pacjentów. Najbardziej typowe jest podwyższenie progu słyszenia dla małych częstotliwości. Neuropatia słuchowa może dotyczyć jednego lub obu uszu. Dość charakterystyczny dla niej jest niedosłuch o fluktuacyjnym przebiegu. Z reguły występuje obustronnie powodując symetryczną lub asymetryczną utratę słuchu.

Ryc. 3. Przykład progu słyszenia w audiometrii tonalnej u pacjenta z neuropatią słuchową.

Wynik badania rozumienia mowy w audiometrii słownej w ciszy jest z zasady dużo gorszy niż można byłoby się spodziewać biorąc pod uwagę stopień upośledzenia słuchu w audiometrii tonalnej. Choć niekiedy wynik audiometrii słownej może nie odbiegać od normy, to jednak rozumienie mowy w hałasie zaburzone jest u każdego pacjenta z neuropatią słuchową.

Tabela I. Najczęściej spotykane wyniki badań u pacjentów z neuropatią słuchową. Badanie Wynik Otoemisje akustyczne Zachowane; brak supresji emisji podczas kontralateralnej prezentacji tonu lub hałasu

Odruchy z mięśnia strzemiączkowego

 

    lipsilateralnel lkontralateralnel lbadane bodźcami nie akustycznymil


Brak
Brak
Zachowane

Potencjały mikrofoniczne w elektrokochleografii Zachowane Wywołane potencjały słuchowe pnia mózgu Brak lub o wyraźnie nieprawidłowej morfologii Audiometria tonalna Od normy do głębokiego niedosłuchu; różny przebieg krzywych progowych; często niedosłuch niesymetryczny Audiometria mowy Różne wyniki: od niewielkiego do znacznego pogorszenia rozumienia mowy Rozumienie mowy w hałasie Duże zaburzenia rozumienia mowy

Podsumowując warto przytoczyć przesłany przez profesora Charlesa Berlina schemat postępowania diagnostycznego u pacjentów z neuropatią1: „Zanim dany pacjent przejdzie badania behawioralne, należy wykonać tympanometrię, badanie odruchów i otoemisje. Jeśli otoemisje są zachowane przy braku odruchów, należy przeprowadzić badanie ABR z jednym uśrednieniem trzaskiem szerokopasmowym o polaryzacji dodatniej i jednym o polaryzacji ujemnej. Należy zwrócić uwagę na dużą amplitudę potencjałów mikrofonicznych przy braku ABR”.

Przebieg choroby

Rokowanie u pacjentów z neuropatią ułatwia określenie czynnika etiologicznego. Często obserwowana jest progresja choroby. Szczególnie dotyczy to pacjentów z wrodzoną neuropatią ruchowo-sensoryczną typu Charcot-Marie-Tooth. U niemowląt możliwa jest zarówno poprawa, jak i nasilenie patologii. Poprawę z reguły obserwuje się w przypadkach wcześniactwa i hyperbilirubinemii lub niedojrzałości ośrodkowego układu nerwowego - wraz z dojrzewaniem systemu nerwowego normalizuje się zapis potencjałów pnia mózgu.

Postępowanie

Dzięki współczesnym metodom diagnostycznym neuropatię słuchową można rozpoznać wcześnie. Jest to istotne ze względu na potrzebę wdrożenia odpowiedniej rehabilitacji. W każdym przypadku niezbędna jest konsultacja neurologiczna w celu wykluczenia innych patologii obwodowych.
Postępowanie z pacjentem, mimo z reguły złych efektów audioprotetycznych, zawsze wymaga podjęcia próby zastosowania aparatu słuchowego. Aby zminimalizować ryzyko uszkodzenia komórek słuchowych zewnętrznych należy zachować ostrożność przy ustawianiu wzmocnienia aparatu. Polecane są te modele, które posiadają układy dobrze chroniące pacjenta przed głośnymi dźwiękami. Wskazane jest również wspomaganie pracy aparatów słuchowych systemami FM (ang. Frequency Mode)2, poprawiającymi stosunek sygnału do szumu (ang. Signal to Noise Ratio). U pacjentów z neuropatią, którzy korzystają z aparatów, zalecane jest częste powtarzanie badań otoemisji akustycznych w celu monitorowania funkcji komórek słuchowych zewnętrznych. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że w większości przypadków korzyść ze stosowania aparatów słuchowych u tych chorych jest wyraźnie ograniczona. To powoduje, że rekomendowane jest użycie wizualnych metod nauki języka, takich jak fonogesty (ang. Cued Speech). Polską wersję tej metody opracowała doc. Kazimiera Krakowiak z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie3.
U pacjentów, którzy opanowali mowę, celem rehabilitacji jest jak najlepsze wykorzystanie informacji słuchowych wsparte przez naukę odczytywania mowy z ust oraz poprawę stosunku sygnału do szumu (na przykład dzięki systemom FM). Brak efektów rehabilitacji z zastosowaniem aparatów słuchowych i systemów FM wymaga rozważenia decyzji o wszczepieniu implantu ślimakowego.
Jeśli u podstaw patologii leży uszkodzenie ślimaka, tj. komórek słuchowych wewnętrznych lub/i połączeń między nimi, a nerwem słuchowym, zaś funkcja nerwu VIII jest prawidłowa, implant ślimakowy może dać istotną korzyść. Jeśli czynnikiem etiologicznym jest uszkodzenie nerwu słuchowego uważa się, że efekty mogą być gorsze.

Wprowadzenie do praktyki klinicznej narzędzia diagnostycznego, jakim są otoemisje akustyczne, przyczyniło się do wyodrębnienia nowej jednostki chorobowej zwanej neuropatią słuchową. Do najbardziej użytecznych testów w diagnostyce tego schorzenia, poza badaniem otoemisji, należy ocena wywołanych potencjałów słuchowych pnia mózgu oraz audiometria impedancyjna. Wczesne rozpoznanie choroby jest ważne ze względu na możliwość wdrożenia odpowiedniego postępowania terapeutycznego. Brak skutecznej rehabilitacji, mimo stosowania aparatów słuchowych, może być wskazaniem do wszczepienia implantu ślimakowego.

1 Informacja uzyskana korespondencyjnie.

2 Więcej informacji o systemach FM można znaleźć w Otoskopie w artykułach: Komu system FM, komu pętlę induktofoniczną (wydanie 3, 1/95), Zastosowanie systemów FM w rehabilitacji dzieci z uszkodzeniem słuchu (wydanie 13, 3/97), Kilka uwag o systemach FM stosowanych w rehabilitacji mowy i słuchu u dzieci i młodzieży (wydanie 14, 4/97).

3 Opis tej metody rehabilitacji znajdzie czytelnik w artykule: Fonogesty a wychowanie słuchowe w 10 wydaniu Otoskopu (4/96).

PIŚMIENNICTWO:

lBerlin C. I., Bordelon J., St John et al. Reversing click polarity may uncover auditory neuropathy in infants. Ear Hear 1998, 19, 37-47.l lBerlin C., Hood L., Rose K. On renaming auditory neuropathy as auditory dys-synchrony. Audiol. Today 2001, 13, 15-17.l lBerlin C., Li L., Hood L. J., et al. Auditory neuropathy/dys-synchrony: after the diagnosis, then what? Seminars in Hearing 2002, 23, 209-215.l lBerlin C. I., Hood L. J., Cecola R. P. et al. Does type I afferent neuron dysfunction reveal itself through lack of efferent suppression? Hear Res. 1993, 65, 40-50.l lFujikawa S., Starr A. Vestibular neuropathy accompanying auditory and peripheral neuropathies. Arch. Otolaryngol. HNS 2000, 126, 1463-1456.
Gibson W. P. Auditory Neuropathy and Persistent Outer Hair Cells. Keynote Lecture, 7th International Cochlear Implant Conference, 4-6 September 2002, Manchester.l
lHood L. J., Berlin C. I., Hurley A. et al. Contralateral suppression of click-evoked otoacoustic emissions: intensity effects. Hear Res. 1996, 101, 113-118.l lHood L. J. Consideration in the clinical evaluation of auditory neuropathy/auditory dys-synchrony. Seminars in Hearing 2002, 23, 201-209.l lHood L. J. Auditory neuropathy: what is it and what can we do about it? Hearing Journal 1998, 51, 8-18.l lKraus N., Ozdamar O., Stein L., Reed N. Absent auditory brainstem response: peripheral hearing loss or brain stem dysfunction? Laryngoscope 1984, 94, 400-406.l lKraus N., Bradlow A. R., Cheatham M. A. et al. A case of neural asynchrony: A case of auditory neuropathy. J. Assoc. Res. Otolarryngol. 2000, 1, 33-45.l lMadden C., Rutter M., Hilbert L. et al. Clinical and audiological features in auditory neuropathy. Arch. Otolaryngol. Head Neck Surg. 2002, 128,l l1026-1030.l lRance G., Beer D. E., Cone-Wesson B. at al. Clinical findings for a group of infants and young children with auditory neuropathy. Ear Hear 1999, 20, 238-252.l lShallop J. K. Auditory neuropathy/dys-synchrony in adults and children. Seminars in Hearing 2002, 23, 215-225.l lShallop J. K. Auditory neuropathy and electrically evoked potentials in patients with auditory neuropathy. 7th International Cochlear Conference, 4-6 Sept. 2002, Manchester.l lSininger Y. S., Hood L. J., Starr A. et al. Hearing loss due to auditory neuropathy. Audiol. Today 1995, 7, 10-13.l lSininger Y. S. Identification of auditory neuropathy/auditory dys-synchrony. Seminars in Hearing 2002, 23, 193-201.l lStarr A., Sininger Y. S., Nguyen T. et al. Cochlear receptor microphonic and summating potentials, otoacustic emissions and auditory pathway (auditory brain stem potentials) activity in auditory neuropathy. Ear Hear 2001, 22, 91-99.l lStarr A., Picton T. W., Sininger Y. S. et al. Auditory neuropathy. Brain 1996, 119, 741-751.l lZeng F. G., Oba S., Garde S. et al. Temporal and speech processing deficits in auditory neuropathy. Neuroreport 1999, 10, 3429-3435.l

Beneath my pillow

Mówisz - masz, jak w tej reklamie. Kolejna część.
A teraz muszę uprzedzić : każdy fragment, zanim trafi do którejś z moich drogich Bet, przechodzi przez "cenzurę obyczajową" mojego Pierwszego Czytelnika, który to aprobuje albo i nie daną część. Z racji, iż PC wyjechała na wakacje i wróci dopiero za 3 tyg., a ja nie chcę Was aż tak długo trzymać, wrzucam część niesprawdzoną. Do Was należy ocena, czy dobrze zrobiłam ^^

Ankane, mam nadzieję, że ta część, pomimo szybkiej publikacji nie wyda Ci się wymuszona. Cieszę się, że ten efekt "dramatyzmu" odnośnie życia ninja-geniusza-narzędzia do wojen został osiągnięty. Strasznie mnie to w fabule "Naruto" przygnębia - fakt, że właściwie każdy, kto odstaje, bo jest wyżej niż inni ma złamane życie. Itachi, Neji, Kakashi - można tak wymieniać i wymieniać. Chyba tylko Shikamaru jest w miarę "normalny", może dlatego, że jego geniusz opiera się przede wszystkim na intelekcie a nie intelekcie i innych umiejętnościach.

Tygrysku, bardzo mnie cieszy Twoja sympatia do tego fanfika i mam nadzieję, że wraz z kolejnymi rozdziałami jej nie stracę :)

Ech, biedny Shisui. Szkoda mi go, polubiłam gościa.

Za betę tym razem podziękowania i brawa za szybkie uwinięcie się należą się Okari.

Wewnątrz świątyni paliły się pochodnie. Itachi spojrzał na bladą, dumną twarz kuzyna. Zacisnął usta w cienką linię i zmarszczył brwi, widać było, jak nieufnie podchodzi do tajemniczego spotkania w rodowej świątyni, jak również do tych, którzy ich tu sprowadzili i niewypowiedzianego dotąd zadania, jakie zostanie przed nimi postawione.
Czerwono – biały wachlarz widniejący na ścianie lśnił. Tańczące cienie płomieni poruszały się spazmatycznie z każdym podmuchem wiatru, który wdzierał się do środka przez niedomknięte drzwi.
- Sharingan – przemówił wreszcie jeden z mężczyzn. Miał metaliczny, nieprzyjemny głos. Nie zdejmując kaptura, usadowił się na stojącym przy ścianie wysokim krześle. Żylasta dłoń o pomarszczonej i pokrytej plamami skórze zacisnęła się na podłokietniku. Pozostała dwójka stanęła po obu stronach starca. Ci jednak odkryli swoje twarze.
Ani Itachi, ani Shisui nie potrafili przywołać ich imion. Twarze znali za to bardzo dobrze, w końcu obaj mężczyźni należeli do starszych, do szarej eminencji, zawsze obecnej na obradach klanu. Gdzieś w cieniu, za zasłoną, a jednak wszyscy musieli się z nimi liczyć. Itachi wywołał z pamięci pełne szacunku, niemalże nabożnej czci spojrzenia i głębokie ukłony, jakie otrzymywali starsi od jego ojca i innych mężczyzn.
Siedzący odkaszlnął.
- Sharingan. Najpotężniejsze dojutsu. Nasza chluba, nasza potęga. Nasza przyszłość.
Zrobił efektowną, bynajmniej we własnym mniemaniu, pauzę. Itachi rozluźnił odrobinę mięśnie, początek tej rozmowy nie różnił się niczym od kilkudziesięciu innych, które już zdążył usłyszeć przez czternaście lat swojego życia. Może więc jednak tylko o to chodzi? Może, jako najlepsi z najlepszych, zostali tu zawołani, by jeszcze raz usłyszeć o największym sekrecie klanu, by nie zapomnieli, kim są oraz z jak zasłużonego i wspaniałego rodu pochodzą?
Chciałby w to wierzyć. Jednak gdzieś w zakamarkach umysłu czaiło się przeświadczenie, że niekoniecznie o to tutaj chodzi. Nieprzyjemne przeczucie.
Zagrożenie.
- Jesteście tutaj, ponieważ obaj odkryliście w sobie, posiedliście i doprowadziliście do perfekcji ten dar, przekazany wam przez waszych ojców. Shisui, Itachi, jesteście najbardziej obiecującymi młodymi latoroślami, jakie wydał nasz klan.
Shisui uśmiechnął się lekko. Rzucił Itachiemu krótkie spojrzenie. Teraz byli pewni – szykowało się długie, nudne przemówienie. Tylko dlaczego zawołano ich na nie tak późno?
- Poznaliście to, czego nie kryliśmy, to, co było dostępne dla wszystkich tych, którzy posiadali odpowiedni potencjał. Obaj możecie szczycić się posiadaniem Sharingana trzeciego stopnia.
Zakapturzony mężczyzna wyciągnął rękę. Stojący po prawej barczysty Uchiha, który od początku nie spuszczał ich z oczu, wyciągnął spod płaszcza zwój i położył go na dłoni starca, kłaniając się przy tym nisko.
- Teraz jednak, - obaj poczuli na sobie uważne, przeszywające spojrzenie - macie możliwość pójścia dalej. Chcemy wam dać szansę i umożliwić osiągnięcie czegoś, co dotąd było przywilejem bardzo niewielu osób.
Wciągnął ze świstem powietrze w usta.
- Dziś możecie przejść do historii. Możecie otrzymać Magnekyo Sharingan.
Znieruchomieli. Kalejdoskop, słynny kalejdoskop, który do tej pory pojawiał się tylko w jakichś opowiadanych legendach. Najwyższa forma Sharingana, rozmyta półprawda, której nikt z żyjących osób na oczy nie widział. Broń doskonała, dająca niezmierzoną potęgę.
To nie może być prawda.
- Wybrani. Zostaliście wybrani.
Czy któryś z nich kiedykolwiek się nad tym zastanawiał? Shisui tak, Itachi raczej rzadko. Ten pierwszy miał naturę marzyciela, często zdarzało mu się fantazjować o umiejętnościach, które zapewniłyby mu potęgę, sławę i święty spokój. Szczególnie to ostatnie było w cenie, zawsze wtedy, gdy zmęczony wracał z kolejnych bezsensownych misji. Itachi nie wierzył w to, że Kalejdoskop faktycznie istnieje. Wolał zająć się tym, co było na wyciągnięcie ręki, w polu widzenia, a nie gdzieś pomiędzy półprawdami, a fałszem.
A teraz mówią im, że kalejdoskop jest tutaj. W tym zwoju, kto wie? Mówią im, że mogą go otrzymać.
Jakim kosztem?
- Spełniliście prawie wszystkie potrzebne warunki. Trzeba wam teraz dopełnienia procesu. Tylko jeden z was może dziś otrzymać kalejdoskop. Nie zepsujcie tej szansy.
Jeden? To znaczy… Co to właściwie znaczy? Jeszcze przed chwilą mówił w liczbie mnogiej, teraz znowu okazuje się, że muszą spełnić dodatkowy warunek, by jeden z nich uzyskał Kalejdoskop.
Jakim kosztem?
Stojący bo bokach mężczyźni poruszyli się nagle i wykonali kilka pieczęci. Wraz z ostatnią z nich wokół stojących na środku sali Itachiego i Shisuiego pojawiła się bariera, odgradzająca ich od reszty świątyni.
Pułapka?
Nic się jednak nie działo. Żadnych ataków, niespodziewanych jutsu. Tylko ta ściana, oddzielająca ich od siebie.
Spojrzał na kuzyna. Shisui myślał o tym samym, był tego pewny.
Przemawiający dotąd mężczyzna wstał wreszcie i zdjął kaptur. Zdążyli zobaczyć nie taką starą twarz z odrobinę ironicznym uśmiechem na ustach oraz długie i poczochrane włosy opadające na ramiona. Chwilę potem zasłonił go ogień.
- Walczcie! Ten, który wygra, otrzyma Kalejdoskop.
Stali naprzeciw siebie. Obaj tak samo zdezorientowani i, trzeba przyznać, zaskoczeni. Itachi od samego początku podejrzewał, że za darmo i bez wysiłku najpotężniejszej broni klanu nie otrzymają. To znaczy teraz mają udowodnić, który z nich jest lepszy? Dojrzalszy, potężniejszy? Lepiej rokujący?
- Itachi, nie podoba mi się to – z rozmyślań wyrwał go cichy głos kuzyna. Shisui rozglądał się podejrzliwie, jego krytyczne spojrzenie ześlizgiwało się z otaczających ich ścian na podłogę. Nic. Nic, co mogłoby wzbudzać podejrzenie. Żadnych prawdopodobnych pułapek, tylko ten ogień dookoła i co najmniej dziwaczne polecenie, które zawisło nad nimi jak topór.
- Urządzili sobie, cholera, igrzyska po nocy. – Prychnął w końcu. – I niby co my mamy tu zrobić, jakieś show, walki kogutów?
- Mamy walczyć, słyszałeś – odparł spokojnie Itachi. Czyli koniec końców wychodziło, że to jednak będą poniekąd igrzyska.
- Tak, to jasne, tylko – na jakim poziomie. I ciekawe, czy potem faktycznie zwycięzca dostanie Kalejdoskop, czy może będą go próbowali usunąć, bo będzie zbyt potężny. Zresztą, jak oni to sobie wyobrażają, jak niby przekazać Sharingan? Co, w paczce? - Zaczął nerwowo chodzić po wydzielonej im przestrzeni.
Nagle płomienie wezbrały na sile. Obaj poczuli bijące od nich ciepło, przechodzące przez ubrania i parzące skórę. Ostrzeżenie, czy może delikatna sugestia, że warto by już zacząć? A może po prostu przypadek.
- Wygląda na to, że nie mamy wyboru. – Itachi powoli odczepił przytwierdzony do paska kunai. Shisui podobnie postąpił ze swoim. Kilka sekund nie odzywali się, ściskając tylko chłodny metal w rozgrzanych dłoniach.
- No, to zaczynamy. – Shisui ugiął lekko kolana, gotowy do walki. – I kto wie – spod gęstej grzywki błysnęły prowokująco ciemne tęczówki – może nawet będziemy się dobrze bawić?
Itachi nie odpowiedział, odwzajemnił tylko odrobinę rozbawione spojrzenie kuzyna.
Zapowiadała się długa, męcząca i wyrównana walka. Wyrównana, ponieważ reprezentowali podobny poziom. Męcząca, gdyż obaj należeli do absolutnej elity shinobi, żaden z nich nie miał zamiaru od razu się poddać.
Długa – nie chcieli się przecież zabić.
„Prędzej czy później oni przerwą tę walkę i wyjaśnią, o co tu chodzi” – pomyślał Shisui. Otarł krew sączącą się z rozbitej, opuchniętej już wargi. Bolało, i chociaż nie takiego kalibru rany już przeszedł, uszkodzonych ust nie lubił mieć.
Przeszkadzały w mówieniu.
Śledził uważnie poczynania Itachiego. Nie tylko z czystego pragmatyzmu i konieczności – walczyli przecież, ale też z powodu zainteresowania i sukcesywnie rosnącego podziwu, jakim darzył kuzyna. Itachi miał przecież dopiero czternaście lat, a już osiągnął tak wiele. Skupiony, skoncentrowany na zadaniu, w odpowiednim momencie potrafił odparować cios, uchylić się i uderzyć. Był wymagającym przeciwnikiem, takim, który całą swoją postawą i otaczającą go specyficzną aurą wojownika domagał się całkowitej uwagi i nakładu sił. Shisui musiał przyznać sam przed sobą – młody nie pozwalał mu na lekceważenie, czy chwile nieuwagi.
I oczywiście wymusił na nim poważną, faktyczną walkę. Czy zrobił to umyślnie, czy raczej instynktownie, trudno powiedzieć – ale jednak Shisui wiedział, że więcej w tym sparringu niż niewinnej zabawy. Oczywiście, żaden z nich nie używał maksymalnej siły, jednak i na półśrodkach nie poprzestawali.
Nie chcieli się pozabijać. Naprawdę nie chcieli.
- Daj spokój, młody – krzyknął Shisui, wykonując kolejny uskok. – Nie będziemy się chyba tak paprać do końca świata, nie? Pokaż, na co się stać!
Itachi zmarszczył brwi i przystanął na chwilę.
- Czuję się odepchnięty, nie pokazujesz wszystkich swoich umiejętności – zaśmiałby się, gdyby tylko nie ta cholerna warga. – Pokaż, na co cię stać!
Wąskie usta, dotychczas zaciśnięte, drgnęły i wykrzywiły się w uśmiechu.
„Oho, rybka połknęła haczyk”
- Nie dałbyś rady tego sparować. – Padła krótka, obiektywna ocena.
Shisui był siedemnastoletnim Uchihą. I chociaż czasami zachowywał się jakby wbrew regułom klanu, nakazującym powagę i sztuczność aż do granic przyzwoitości, miał doskonale opracowane dwie cechy Uchihów : dumę i skłonność do rywalizacji.
W tym momencie Itachi naruszył podstawy obu.
„Jeśli jest na tyle głupi, by sądzić, że faktycznie nie dam rady i wykorzysta całą swoją siłę teraz, będzie go później łatwiej pokonać. Odsłoni się, zawsze tak jest, przekonany o wyższości swojego ataku.”
Miał przynajmniej nadzieję, że Itachi tak właśnie się zachowa.
Rozbawienie momentalnie zmieniło się w złość i agresję.
„Nie dałbyś rady tego sparować”.
- Sprawdź mnie – syknął Shisui i ruszył naprzód.

+

Naprawdę, chciałby móc się obudzić w tej chwili. Jeśli wcześniej mógł, jeśli do któregoś momentu to on panował nad swoim snem, a nie sen nad nim, to dlaczego teraz nie może otworzyć oczu? Gdyby wierzył w opatrzność, zbrodnie i następującą po niej karę pomyślałby, że to pewnie część tej ostatniej.
Nie wierzył. Ale obudzić się nie mógł.

+

Człowiek upadający na ziemię zawsze wygląda jak marionetka, której właśnie urwały się wszystkie sznurki. Jak w rozgwieździe, każda część ciała rozchodzi się w inną stronę. Sztywne rozcapierzone palce próbują chwycić się czegokolwiek, utrzymać się w pozycji stojącej, w postawie ludzkiej. Nie udaje się, z pustym hukiem uderza w podłogę, rozbity i jakby połamany. Głowa sekundę po upadku jeszcze raz unosi się, by znowu opaść. Pourazowy szok, ogłupienie nerwów czy coś tego typu każe się ciału poruszać niezgrabnie, bezsensownie szurać, przesuwać ręce i nogi to z góry na dół, to znowu do boku.
Tak jakby to w czymkolwiek mogło pomóc.
Klatka piersiowa unosi się machinalnie, dopiero po chwili jednak orientuje się, że ból skutecznie jej to uniemożliwia. Opada szybko, a usta z impetem wydmuchują powietrze. Później próbują nabrać je za pomocą serii krótkich, płytkich oddechów, które nie powinny sprawiać aż takiego cierpienia.
No, chyba że aktualnie twoja pierś wygląda jak krater, z dziurą dość pokaźnych rozmiarów, z której jak lawa wypływa gęsta, ciemna krew.
W ogóle twarz jest chyba najciekawszym elementem ciała. Wargi drgają lekko, język wysuwa się zza zębów, próbując czy to posmakować, czy upewnić się, a może po prostu usunąć spływającą w kierunku brody czerwoną strużkę, efekt uszkodzenia płuc, krwotoku wewnętrznego. Usta albo pozostają nieruchome, albo to otwierają się, to zamykają w szoku. Policzki napięte. Włosy rozsypane na twarzy, a w przypadku trochę dłuższych, wycierające podłogę.
Brwi często wygięte w łuk, ściągnięte do góry, zmarszczka niedowierzania na czole.
Szklące się, szeroko otwarte oczy. Małe źrenice, pojawiające się gdzieś w kącikach krople łez. Szeroko otwarte oczy, z których możesz wyczytać wszystko. Przerażenie, strach, dezorientację, szok, pytanie „co się stało, co teraz będzie?”, dramatyczne wręcz błaganie o pomoc.
W takich chwilach prawdziwie poznajesz człowieka, który leży przed tobą. Chwytasz jego spojrzenie i wyciskasz z niego esencję człowieczeństwa : śmierdzącą strachem wieczną groźbę śmierci.
Wszyscy upadający wyglądają tak samo. I nie ma znaczenia, czy są ninja pokonanymi w ostatnich sekundach walki, czy może zwykłymi ludźmi zaatakowanymi na trakcie, zaskoczonymi błyskiem stali, miecza, który gładko ślizga się po skórze i wchodzi w ciało jak masło. Wszyscy wyglądają tak samo.
Itachi widział już wielu takich ludzi. Miał nadzieję, że Shisuiego w takim stanie nie zobaczy. Nie teraz, nie tutaj, nie w taki sposób.
Nie z jego ręki.
Na początku zszokowany stał w miejscu. Nie podbiegł uchronić kuzyna przed upadkiem, nie zareagował na krzyk zaskoczenia, który wyrwał mu się jakby mimochodem, ani też na późniejsze ciche jęki. Wmurowany w ziemię, Itachi przyglądał się spojrzeniem widza, jak jego krewny zaczyna umierać.
Krew, która bryzgnęła z rany i wystrzeliła w powietrze, osadziła się na jego policzkach. Była ciepła, a może to jemu po prostu zrobiło się nagle gorąco, jeszcze goręcej, pomimo panującej wokół temperatury. Nieistotne.
Mrugnął kilka razy i wyswobodziwszy się z odrętwienia, w mgnieniu oka znalazł się przy leżącym.
- Dlaczego się nie obroniłeś? Dlaczego się nie obroniłeś? – Patrzył to na bladą twarz kuzyna, to na ranę, nad którą zawisły jego zabrudzone dłonie. Nie był medykiem, nie potrafiłby uleczyć swoją czakrą takiego obrażenia. Do tej pory nikt czegoś takiego od niego nie wymagał, jako kapitan ANBU orientował się w prostych technikach medycznych, w czym pomagała mu bardzo dobra kontrola czakry, ale do większych zadań, takich jak to, miał w oddziale wyszkolonego lekarza.
Rozejrzał się nerwowo wokół siebie. Płomienie nie ustąpiły. Dlaczego? Przecież walka została rozstrzygnięta. Zakończmy tę farsę i zabierzmy go do szpitala, póki jeszcze można coś zdziałać!
Nic, brak jakiejkolwiek odpowiedzi. A przecież tamci musieli to widzieć!
- Dlaczego się nie obroniłeś? – powtórzył jeszcze raz, tym razem ciszej i łagodniej. Shisui parsknął.
- Może po prostu aż takiej siły się nie spodziewałem? Albo zwyczajnie miałeś rację i nie potrafiłem tego przyjąć. A może coś jeszcze innego? Zresztą, co za różnica.
Był spokojny, albo doskonale udawał. Raczej to drugie, stwierdził Itachi, kiedy tylko ujrzał rozbiegane spojrzenie kuzyna.
On też zadawał sobie te same pytania. Dlaczego tamci nie reagują?
- Koniec końców, wygrałeś. Zdobędziesz ten cholerny Kalejdoskop, o ile oczywiście – przerwa na nabranie głębszego oddechu – nie wystrychnięto nas na dudków. – Był jeszcze bledszy, niż te kilka minut temu, na czole pojawiły się błyszczące krople potu.
Zaśmiał się jeszcze raz, z ogromnym trudem – A wiesz co jest najlepsze? To, że teraz będziesz miał i swoje, i moje zadania na głowie. Już teraz ci współczuję, bracie.
Itachi przełknął z trudem ślinę. – Tylko wiesz, nie przemęczaj się. Znajdź sobie jakąś ładną dziewczynę, poszalej jako kapitan, a potem daj sobie spokój. Bo chyba na tym polega życie. Na spoko…
I wtedy się zaczęło.
Na początku Itachi myślał, że coś mu wpadło do oczu, stąd to irytujące kłucie i pieczenie. Akurat w tym momencie, kiedy Shisui przestał wreszcie mówić, przestał się ruszać, przestał oddychać.
Jak się później okazało, to był dopiero początek.
Ogień wezbrał znowu na sile a kłucie i pieczenie nagle zmieniło się w niesamowity ból. Instynktownie przyłożył dłonie do twarzy i zacisnął palce. Nic nie ustąpiło.
Czuł się tak, jakby ktoś wlał mu pod powieki rozgrzany metal, który ściśle przyległ do gałek, później popłynął nerwem wzrokowym w głąb czaszki, by następnie rozlać się we wszystkich komórkach jego ciała. Nigdy nie czuł takiego bólu. Nigdy nie krzyczał, kiedy zostawał ranny, a teraz, był pewny, wrzeszczał dość głośno. Upadł na podłogę i walcząc z ogarniającymi go dreszczami, zmusił się do otwarcia oczu.
Na początku widział wszystko bardzo wyraźnie, aż za bardzo. Tańczące płomienie, wielobarwny ogień, szeroko otwarte, zaszklone oczy Shisuiego, jego leżące obok ciało. Feeria czerwieni, szeroko otwarte oczy, dalszy plan znika, rozmywa się, szeroko otwarte oczy, sylwetka zlewa się w jedną wielokolorową bryłę, którą szybko pochłania dusząca, przytłaczająca czerń. Coś zalało mu oczy i spłynęło po policzkach do ust. Gęsta ciecz, której metaliczny smak rozpoznał od razu.
Był przerażony. Nie widział zupełnie nic. Czuł ból, przeszywający głębiej, niż do kości, wstrząsały nim silne dreszcze, żołądek podchodził do gardła. Zamiast oczu miał jedną, wielką jątrzącą się ranę i po raz pierwszy w życiu miał ochotę modlić się o śmierć.

Nie wiedział, ile to trwało. Kiedy obudził się po raz pierwszy, nadal była noc. Miał przynajmniej takie wrażenie i nadzieję. Dzień przyniósłby ze sobą nieznośne światło i odkrycie dramatu, który miał miejsce w nocy.
Ból nie ustąpił, skondensował się jedynie w oczach. Czuł się dziwnie, był zdezorientowany, a jego ciało wysyłało sprzeczne sygnały. Płomienie, które jeszcze niedawno paliły im plecy, zgasły, nie słyszał charakterystycznego skwierczenia ognia. Skóra zareagowała na zimno, na lodowatą posadzkę, a jednak od środka czuł wciąż palący wręcz żar.
Otworzyć oczy. Otworzyć oczy.
Poruszył lekko palcami u dłoni. Kiedy te nie odmówiły posłuszeństwa, przesunął rękę po podłodze. Niemal natychmiast natrafił na naczynie w którym znajdował się jakiś chłodny płyn. Ostrożnie wsadził dłoń do środka, próbując nabrać choć odrobinę i przemyć oczy. Nie dał rady utrzymać ręki w powietrzu, naczynie przewróciło się z brzękiem, a substancja rozlała się po posadzce. Dotarła do niego i zaczęła szybko wsiąkać w ubranie.
Startą z ziemi cieczą przetarł kilkukrotnie oczy, próbując rozmiękczyć zaschniętą na rzęsach krew. Udało się tylko częściowo. Podniósł odrobinę drgającą powiekę.
Rozmazany obraz, ale przynajmniej widział. Chociaż trochę.
Shisui wciąż tam był, leżał centymetry od niego.
- Więc faktycznie się udało. Niesamowite, czyż nie? Wychodzi na to, że pomimo ogromnych nakładów kosztów, Kalejdoskop wreszcie staje się faktem….
Głosy zlewały się ze sobą, brzęczały nieprzyjemnie wewnątrz jego głowy. Skrzywił się lekko.
-…. Coś się wymyśli, to nie jest nasze największe zmartwienie….
O czym oni mówią? Nie był w stanie zmusić się do uwagi.
- …Musisz jeszcze spać….musisz jeszcze odpoczywać – usłyszał jeszcze. Odetchnął ciężko, tę radę akurat teraz przyjął z wdzięcznością.

Kiedy obudził się po raz drugi, ze zdziwieniem odkrył, że może bez problemu otwierać oczy. Widział wszystko bardzo wyraźnie, nawet bardziej, niż uprzednio. Zaschnięta krew zniknęła z twarzy, rąk, podłoża, podobnie jak nieruchome ciało Shisuiego.
Leżał w świątyni Nakano, takiej samej jak ta, do której wczoraj wieczorem weszli. Nic się nie zmieniło, nic, oprócz tego, że był sam.
Miał dziwne wrażenie, że ten stan rzeczy utrzyma się dłużej, niż może przypuszczać.

Pytanie na wyrost trochę, ale może się przydać : czy "scenę" dla odrobinę starszych czytelników trzeba zaznaczyć w opisie fanfika?

jESTEM JUZ MATKA!!

Rozdział VIII
Sztuka współżycia

JAK TO CZĘSTO ZDARZA SIĘ pięciolatkom mającym młodsze rodzeństwo, Len stracił cierpliwość, kiedy jego dwuipółletni brat, Jay, po raz kolejny pomieszał klocki lego, którymi wspólnie się bawili. Ogarnięty falą wściekłości, Len gryzie Jaya, który wybucha płaczem. Matka, słysząc okrzyk bólu i płacz Jaya, wpada szybko do pokoju, łaje Lena i każe mu odłożyć przedmiot niezgody - klocki lego. Na to Len, który z pewnością uważa, że jest to wielka niesprawiedliwość, wybucha potokiem łez. Matka, nadal zła na niego, nie robi nic, żeby go pocieszyć.
Ale oto Len otrzymuje pociechę z niespodziewanego źródła - Jay, mimo że został pokrzywdzony pierwszy i to przez Lena, jest teraz tak przejęty jego łzami, że podejmuje starania, aby go uspokoić. Scenka wygląda tak:1
- Len, nie płacz - nalega Jay. - Nie płacz.
Ale Len nadal płacze. Ponieważ jego bezpośrednia prośba nie przyniosła skutku, Jay zwraca się o pomoc do matki:
- Mamo, Len płacze! Patrz, Len płacze. Widzisz? Len płacze.
Potem, zwracając się na powrót do Lena, Jay przybiera macierzyńską postawę i, głaszcząc szlochającego brata, mówi uspokajającym tonem:
- No, Len, nie płacz już. Mimo pocieszycielskich słów brata i głaskania, Len łka dalej. Jay obiera więc inną taktykę i pomaga Lenowi wkładać z powrotem klocki do worka, mówiąc przy tym przyjaźnie:
- Len. Włożę to za Lenniego, co?
Ale łzy ciekną dalej. Niezmordowany Jay próbuje jeszcze innej metody i stara się odwrócić uwagę brata od klocków. Pokazując mu samochodzik, mówi:
- Tam jest człowiek w środku. Co to jest, Len ? Co to jest, Len ?
Len nie wykazuje żadnego zainteresowania zabawką. Jest niepocieszony; jego płacz zdaje się nie mieć końca. Tracąc cierpliwość, matka ucieka się do klasycznej, stosowanej przez rodziców groźby:
- Chcesz, żebym ci dała klapsa? - na co Len odpowiada niezdecydowanym: - Nieee.
- No więc przestań płakać - mówi stanowczo, choć z lekką irytacją matka. Len, z trudem opanowując łkanie, zdobywa się na wykrztuszenie żałosnych słów:
- Staram się.
Zachęca to Jaya do użycia ostatniego fortelu - naśladując stanowczy i rozkazujący głos matki, mówi:
- Przestań płakać, Len. Dostaniesz klapsa w pupę!
Ten mikrodramat ukazuje niezwykłą sprawność emocjonalną, z jaką dwuipółletni zaledwie maluch stara się pokierować emocjami innej osoby. W swych usilnych próbach uspokojenia i pocieszenia brata Jay potrafi zastosować cała gamę metod, od zwykłej prośby, poprzez szukanie sojusznika w matce (która wszakże nie udziela mu żadnej pomocy), pocieszycielskie gesty, ofiarowanie się z pomocą przy wykonaniu zadania, próbę odwrócenia uwagi od źródła smutku, aż do gróźb i bezpośrednich poleceń. Jay bez wątpienia korzysta z arsenału środków, które zastosowano wobec niego samego w podobnych chwilach. Nieważne. Liczy się to, że w tak młodym wieku potrafi w razie konieczności zrobić z nich użytek.
Oczywiście, jak dobrze wiedzą wszyscy rodzice małych dzieci, pokaz empatii i starań pocieszenia brata w wykonaniu Jaya nie jest w żadnej mierze zjawiskiem powszechnym. Jest chyba równie prawdopodobne, że dziecko w jego wieku potraktuje przygnębienie brata czy siostry jako okazję do zemsty i zrobi, co będzie mogło, aby jeszcze wzmóc to przygnębienie. Tych samych umiejętności, którymi wykazał się Jay, można z równym powodzeniem użyć w celu drażnienia czy dręczenia rodzeństwa. Jednak nawet takie ich wykorzystywanie świadczy o wytworzeniu się zdolności emocjonalnej o zasadniczym znaczeniu - zdolności do rozpoznawania uczuć innych osób i zachowywania się w sposób kształtujący je dalej. Zdolność kierowania emocjami innych osób jest istotą sztuki nawiązywania i utrzymywania stosunków towarzyskich i społecznych.
Po to, by zademonstrować taką zdolność do kontaktów interpersonalnych, maluchy muszą najpierw osiągnąć pewien poziom samokontroli, muszą pojawić się u nich zaczątki zdolności tłumienia złości i otrząsania się z przygnębienia, panowania nad impulsami i podnieceniem, nawet jeśli zdolność ta często szwankuje. Dostrojenie się do innych wymaga niewielkiego choćby spokoju wewnętrznego. Pierwsze, nieśmiałe jeszcze oznaki tej zdolności do panowania nad swoimi emocjami pojawiają się mniej więcej w tym samym okresie: maluchy zaczynają przejawiać zdolność czekania bez płaczu, argumentowania i przypochlebienia się zamiast brutalnego stosowania siły w celu spełnienia ich zachcianki - nawet jeśli nie zawsze wybierają takie metody. Jako alternatywa dla napadów złości wywoływanych chęcią uzyskania czegoś natychmiast pojawia się, przynajmniej od czasu do czasu, cierpliwość. A w wieku dwóch lat pojawiają się oznaki empatii; to właśnie empatia, podstawa współczucia, skłoniła Jaya do tak upartych prób pocieszenia łkającego brata. A zatem umiejętność wpływania na emocje innych osób - wspaniała sztuka współżycia - wymaga opanowania dwóch innych umiejętności emocjonalnych: panowania nad sobą i empatii.
Na tej podstawie tworzą się i rozwijają umiejętności obcowania z ludźmi. Są to owe umiejętności społeczne, które stanowią o skuteczności w naszych stosunkach z innymi; braki w tej sferze prowadzą do niedostosowania się do społeczeństwa albo powtarzających się niepowodzeń w relacjach interpersonalnych. To właśnie brak tych umiejętności może powodować, że osoby o najwyższej inteligencji nie potrafią właściwie postępować w kontaktach z innymi, jawią się jako ludzie aroganccy, przykrzy, nieznośni czy nieczuli. Owe umiejętności społeczne pozwalają nam odpowiednio kształtować stosunki z innymi, mobilizować ich i inspirować, cieszyć się związkami intymnymi, perswadować i wpływać na innych, sprawiać, że czują się w naszej obecności swobodnie.
Okaż trochę emocji
Jedną z kluczowych umiejętności społecznych jest właściwe wyrażanie swoich uczuć. Na określenie przyjętych w danym społeczeństwie reguł ustalających jakie, kiedy i w jaki sposób jego członkowie mogą wyrażać emocje, Paul Ekman używa terminu reguły okazywania uczuć. W tym względzie istnieją olbrzymie różnice między poszczególnymi kulturami. Na przykład Ekman, wraz ze współpracownikami, badał w Japonii wyrażane mimiką twarzy reakcje studentów na film przedstawiający straszny rytualny zabieg obrzezania młodych chłopców praktykowany przez Aborygenów. Kiedy studenci oglądali te sceny w obecności kogoś cieszącego się poważaniem, na ich twarzach widać było tylko śladowe reakcje. Kiedy jednak myśleli, że są sami (choć w rzeczywistości byli filmowani ukrytą kamerą), ich twarze kurczyły się w grymasie udręki, obrzydzenia i przerażenia.
Są różne podstawowe rodzaje reguł okazywania emocji.2 Jedną z nich jest wymóg minimalizowania, którego przestrzegają Japończycy w obecności osoby cieszącej się poważaniem albo sprawującej jakiś urząd. Do tej właśnie reguły stosowali się studenci skrywający swe emocje za maskami pokerzystów. Inna określa, że w pewnych sytuacjach należy przesadnie okazywać to, co się czuje, poprzez potęgowanie środków wyrażania emocji. Do takiego fortelu ucieka się sześcioletnia dziewczynka, która biegnąc do matki ze skargą na drażniącego się z nią starszego brata, dramatycznie wykrzywia twarz. Jeszcze inna reguła nakazuje zastępowanie jednego uczucia innym. Obowiązuje ona w niektórych kulturach azjatyckich, w których odmowę uważa się za wielką nieuprzejmość, i dlatego zamiast mówić „nie”, składa się (fałszywe) zapewnienia i obietnice. To, w jaki sposób jednostka potrafi wykorzystać te metody oraz to, czy wie, kiedy się do nich uciec, świadczy o jej inteligencji emocjonalnej.
Uczymy się tych reguł bardzo wcześnie, częściowo dzięki wyraźnym i szczegółowym instrukcjom rodziców. Udzielamy dziecku lekcji reguł okazywania uczuć, kiedy mówimy, żeby nie robiło zawiedzionej miny, ale podziękowało z uśmiechem dziadkowi za okropny, ale wręczony w najlepszych intencjach prezent urodzinowy. Jednak znacznie częściej edukacja przebiega drogą wzorowania się: dzieci uczą się robić to, co widzą, że robią ich rodzice, rodzeństwo i tak dalej. Emocje są więc zarówno środkiem przekazu, jak i samym przekazem. Jeśli rodzic, mówiąc dziecku, że ma „uśmiechać się i powiedzieć dziękuję”, jest oschły, surowy i wymagający, jeśli zamiast przekazać radę ciepłym szeptem, syczy dziecku do ucha - to jest bardziej prawdopodobne, że lekcja ta będzie miała zupełnie odwrotny skutek i odpowie ono dziadkowi szorstkim „Dziękuję”, marszcząc przy tym czoło. Oczywiście wrażenie, jakie wywiera to na dziadku, jest w każdej z tych sytuacji inne: w pierwszym wypadku jest on szczęśliwy (choć wprowadzony w błąd), w drugim urażony niespójnym wewnętrznie komunikatem, którego elementy przeczą sobie nawzajem.
Manifestowanie swoich uczuć ma, rzecz jasna, bezpośredni wpływ na osobę, której je komunikujemy. Regułę, której uczy się dziecko w opisanej wyżej sytuacji, da się sformułować mniej więcej tak: „Maskuj swoje prawdziwe uczucia, kiedy mogą one zranić kogoś, kogo kochasz; wyrażaj zamiast nich uczucia udawane, ale mniej raniące te osoby.” Takie reguły wyrażania mocji są czymś więcej niż tylko częścią leksykonu towarzyskiej poprawności, ponieważ decydują o tym, jaki wpływ wywierają nasze uczucia na kogoś innego. Stosować się ściśle do tych reguł znaczy mieć optymalny wpływ; nie przestrzegać ich w dostatecznym stopniu oznacza powodować emocjonalne spustoszenie.
Mistrzami w okazywaniu emocji są oczywiście aktorzy; ich ekspresyjność wywołuje reakcje publiczności. Niektórzy z nas są bez wątpienia urodzonymi aktorami. Jednak - częściowo dlatego, że nauki o regułach okazywania uczuć, które pobieramy, są tak odmienne, jak odmienne są nasze wzory - ludzie znacznie różnią się między sobą stopniem opanowania tej umiejętności.

Ekspresyjność i zaraźliwość emocji
Było to na początku wojny wietnamskiej. Huraganowy ogień Vietcongu zmusił pluton amerykańskich żołnierzy do zapadnięcia pośród poletek ryżowych. Nagle pojawiło się sześciu mnichów buddyjskich, którzy zaczęli iść wzdłuż ziemnych ław oddzielających jedno poletko od drugiego. Z absolutnym spokojem i w skupieniu mnisi szli wprost na linię ognia.
„Nie patrzyli w prawo, nie patrzyli w lewo. Szli wprost przed siebie - wspomina David Busch, jeden z członków tego plutonu. - Było to naprawdę dziwne, bo nikt do nich nie strzelił. A kiedy przeszli przez groblę, nagle straciłem cały zapał do walki. Czułem się, jak gdybym nie miał już na to żadnej ochoty, przynajmniej tego dnia. Wszyscy musieli się tak czuć, bo wszyscy przestali strzelać. Po prostu przestaliśmy walczyć.”3
Siła oddziaływania spokoju odważnych mnichów, która uśmierzyła zapał bitewny żołnierzy w samym ogniu walki, jest doskonałą ilustracją podstawowej zasady życia społecznego, zgodnie z którą emocje są zaraźliwe. Opisany tu przypadek jest z pewnością krańcowy. Zarażenie emocjami jest w większości sytuacji dużo subtelniejsze i trudniej zauważalne. Jest częścią milczącej wymiany, do której dochodzi podczas każdego kontaktu międzyludzkiego. Przenosimy i łapiemy od siebie nawzajem nastroje w ramach czegoś, co urasta do swego rodzaju podziemnej gospodarki psychiki, w której pewne kontakty bywają trujące, inne pożywne i lecznicze. Ta wymiana emocjonalna odbywa się na ogół na subtelnym, niemal niedostrzegalnym poziomie; sposób, w jaki sprzedawca powie nam „dziękuję”, może sprawić, że poczujemy się zlekceważeni, urażeni albo autentycznie mile widziani i cenieni. Chwytamy jedni od drugich uczucia zupełnie tak, jak gdyby były one jakimś rodzajem wirusów społecznych.
Sygnały emocjonalne wysyłamy podczas każdego kontaktu z innymi osobami. Sygnały te wywierają na nie wpływ. Im sprawniej radzimy sobie w kontaktach z innymi, im większe mamy obycie, tym lepiej kontrolujemy wysyłane przez nas sygnały; rezerwa, z jaką odnoszą się do siebie nawzajem osoby z tak zwanego dobrego towarzystwa, nie jest w końcu niczym innym niż środkiem zapewniającym, że spotkania nie zakłócą żadne porywy czy wybuchy emocjonalne (jest to reguła współżycia, której przeniesienie w sferę stosunków intymnych prowadzi do ich uwiądu). Umiejętność właściwego obcowania z innymi jest cechą inteligencji emocjonalnej; „lubiany” i „czarujący” są terminami używanymi na określenie osób, z którymi chętnie przestajemy, ponieważ ich umiejętności emocjonalne sprawiają, że czujemy się dobrze w ich towarzystwie. Osoby, które potrafią pomóc innym opanować emocje, są szczególnie cenionym „towarem” społecznym; są one owymi dobrymi duszami, do których zwracają się inni w chwilach największej potrzeby emocjonalnej.
Weźmy taki oto zadziwiający pokaz finezji, z jaką emocje przechodzą z jednej osoby na drugą. W prostym eksperymencie dwoje ochotników wypełniało formularze zawierające punkty określające samopoczucie, zaznaczając te, które odpowiadały ich nastrojowi w danej chwili, a potem po prostu siedziało naprzeciw siebie, czekając na powrót eksperymentatorki. Wracała ona po dwóch minutach i prosiła ich o ponowne wypełnienie takich samych formularzy. Pary dobierano w taki sposób, aby jedna z osób cechowała się wysokim stopniem okazywania emocji, druga zaś była zamknięta w sobie. Nastrój osoby o bardziej ekspresyjnym usposobieniu nieodmiennie udzielał się bierniejszemu partnerowi.4
W jaki sposób dochodzi do tej magicznej transmisji emocji? Najbardziej przekonujące jest wyjaśnienie, że nieświadomie imitujemy okazywane przez kogoś emocje poprzez mimowolne, mechaniczne naśladowanie jego mimiki, gestów, tonu głosu i innych niewerbalnych wskaźników uczuć. W wyniku tego naśladowania odtwarzamy w sobie emocje tej osoby. Jest to uproszczona wersja metody Stanisławskiego, polegającej na tym, że po to, by przywołać przeżywane kiedyś uczucia, aktorzy przypominają sobie gesty, ruchy i inne sposoby, którymi wyrażali je wówczas.
Zdarzające się na co dzień naśladowanie uczuć innych osób przybiera zwykle bardzo subtelną postać. Ulf Dimberg, szwedzki badacz z Uniwersytetu Uppsalskiego, stwierdził, że kiedy widzimy uśmiechniętą albo wykrzywioną złością twarz, to na naszych twarzach, dzięki drobnym zmianom napięcia mięśni, pokazują się oznaki takiego samego nastroju. Zmiany te wykazują czujniki elektroniczne, bo na ogół nie są dostrzegalne gołym okiem.
Podczas interakcji przekaz ten odbywa się od osoby, która, silniej wyraża emocje, do tej, która jest bardziej bierna. Niektóre osoby są szczególnie podatne na zarażenie emocjonalne; ich wrażliwość powoduje, że ich autonomiczny układ nerwowy (wskaźnik aktywności emocjonalnej) łatwiej ulega pobudzeniu. Ta wrażliwość zdaje się sprawiać, że łatwiej ulegają one wpływom innych; ckliwe reklamy potrafią wzruszyć je do łez, a krótka rozmowa z kimś w radosnym nastroju podnieść na duchu (może to też zwiększyć ich empatię, jako że łatwo poruszają je uczucia innych osób).
John Cacioppo, socjopsycholog z Uniwersytetu Stanowego w Ohio, który zajmuje się badaniem tego ledwie uchwytnego przekazywania emocji, zauważa: „Już sam widok osoby wyrażającej jakieś uczucie może u ciebie wywołać ten sam nastrój, bez względu na to, czy zdajesz sobie sprawę z wyrazu jej twarzy czy nie. Zdarza się to bez przerwy - jest to taniec, zsynchronizowanie, transmisja emocji. Ta synchronizacja nastrojów decyduje o tym, czy czujesz, że kontakt jest dobry, czy nie.”
To, jak bardzo zgrane są ruchy dwóch rozmawiających ze sobą osób, odzwierciedla stopień ich emocjonalnego porozumienia i dostosowania się podczas rozmowy. Jest to wskaźnik zażyłości czy bliskości, który na ogół uchodzi naszej uwadze. Jedna osoba kiwa głową, kiedy druga coś stwierdza, obie zmieniają w tej samej chwili pozycję na krzesłach albo jedna pochyla się do przodu, gdy inna odchyla się do tyłu. Zgranie to może przejawiać się czymś tak ledwie zauważalnym jak kręcenie się w tym samym rytmie na fotelach obrotowych. Ruchy osób, które odczuwają bliskość emocjonalną, łączy ta sama wzajemna zależność, którą Daniel Stern stwierdził u dostrojonych do siebie matek i dzieci.
Ta synchronia zdaje się ułatwiać wysyłanie i odbieranie nastrojów, nawet jeśli są to nastroje negatywne. W jednym z badań synchronii fizycznej ogarnięte depresją kobiety przychodziły do laboratorium ze swymi partnerami i omawiały problemy istniejące w ich związkach. Im większa istniała między nimi i ich partnerami synchronia na poziomie niewerbalnym, tym gorzej czuli się ich partnerzy po tej rozmowie - zarażali się od swoich dziewczyn złym nastrojem.5 Ujmując to krótko - bez względu na to, czy mamy dobre czy złe samopoczucie, im bardziej jesteśmy do siebie fizycznie dostrojeni podczas kontaktu, tym bardziej upodobniają się nasze nastroje.
Synchronia pomiędzy nauczycielami a uczniami czy studentami wskazuje, jak dobre istnieje między nimi porozumienie. Badania przeprowadzone podczas lekcji wykazały, że im silniejsza jest koordynacja ruchowa między nauczycielem a uczniem, tym większą czują do siebie życzliwość, z tym większym rozmawiają entuzjazmem, zainteresowaniem i zadowoleniem i tym łatwiej im to przychodzi. Ogólnie biorąc, wysoki poziom synchronii podczas interakcji oznacza, że uczestniczące w niej osoby czują do siebie sympatię. Frank Bernieri, psycholog z Uniwersytetu Stanowego w Oregonie, prowadzący te badania, powiedział mi: „To, czy czujesz się w czyjejś obecności skrępowany czy swobodny, jest w pewnym stopniu zdeterminowane fizycznie. Musicie oboje zsynchronizować swoje zachowania, skoordynować ruchy, czuć się swobodnie. Zsynchronizowanie odzwierciedla głębię zaangażowania obu partnerów; jeśli jesteście oboje bardzo zaangażowani, to wasze nastroje zaczynają się mieszać i przenikać, bez względu na to, czy są dobre czy złe.”
Mówiąc krótko, koordynacja nastrojów jest istotą porozumienia emocjonalnego, występującą u ludzi dojrzałych odmianą dostrojenia się matki do małego dziecka. Cacioppo proponuje, by za jeden ze wskaźników skuteczności w stosunkach interpersonalnych i jedną z jej determinant uznać zręczność w doprowadzaniu do tej synchronii emocjonalnej. Jeśli ktoś potrafi dobrze dostrajać się do nastrojów innych osób albo łatwo narzucać im swój nastrój, to jego interakcje z nimi układają się gładko na poziomie emocjonalnym. Świadectwem wielkości przywódcy czy wykonawcy jest zdolność poruszania w taki sposób tłumów tysięcy osób. Cacioppo wskazuje, że z tego samego powodu osoby, które kiepsko przekazują i odbierają emocje, napotykają problemy w związkach z innymi, gdyż ludzie czują się w ich towarzystwie nieswojo, nawet jeśli nie potrafią wytłumaczyć przyczyn tego stanu rzeczy.
Nadawanie emocjonalnego tonu interakcji jest w pewnym sensie oznaką dominacji na głęboko ukrytym poziomie; oznacza ono kierowanie stanem emocjonalnym innej osoby. Ta moc wyznaczania emocji zbliżona jest do znanego w biologii i określanego mianem zeitgeber (co dosłownie znaczy „zagarnięcie czasu”) procesu (takiego jak cykl dnia i nocy czy fazy księżyca), który narzuca rytmy biologiczne. Tańczącej parze rytm ciał wyznacza muzyka. W sferze kontaktów interpersonalnych osobą, której emocje narzucają się drugiej osobie, jest z reguły ta o większej sile ekspresji - albo większej mocy emocjonalnej. Dominujący partner więcej mówi, natomiast partner podporządkowany częściej obserwuje twarz dominującego, co stwarza dogodne warunki do transmisji uczuć. Na tej samej zasadzie siła przekazywania dobrego mówcy - powiedzmy, polityka albo kaznodziei - porywa emocje słuchaczy.6 To właśnie mamy na myśli, mówiąc: „Trzymał ich w garści”. Narzucanie innym emocji jest sednem wywieranego na nich wpływu.
Podstawy inteligencji społecznej
W przedszkolu grupa chłopców biegnie przez trawnik. Reggie potyka się, rozbija kolano i zaczyna płakać, ale pozostali chłopcy - oprócz Rogera, który zatrzymuje się - biegną dalej. Kiedy płacz Reggiego cichnie, Roger rozciera sobie kolano i mówi: - Ja też uderzyłem się w kolano!
Thomas Hatch, kolega Howarda Gardnera ze Spektrum, szkoły, której program opiera się na koncepcji wielorakiej inteligencji, podaje Rogera jako przykład osoby o wyjątkowej inteligencji interpersonalnej.7 Wydaje się, że Roger niezwykle wprawnie rozpoznaje uczucia swych towarzyszy zabaw i szybko oraz gładko nawiązuje z nimi stosunki. Tylko on dostrzegł przykre położenie i ból Reggiego i tylko on starał się go jakoś pocieszyć, mimo iż jedyną rzeczą, którą mógł mu w tej sytuacji zaoferować, było rozcieranie własnego kolana. Ten drobny gest świadczy o wielkim talencie do nawiązywania porozumienia z innymi, umiejętności emocjonalnej, która ma zasadnicze znaczenie dla podtrzymywania bliskich związków z innymi, czy to w małżeństwie, czy w przyjaźni, czy w spółce handlowej. Takie umiejętności u przedszkolaków są zalążkami talentów, które rozwijają się w miarę dorastania.
Talent Rogera jest przykładem jednej z czterech osobnych zdolności, które Hatch i Gardner określają mianem części składowych inteligencji interpersonalnej. Należą do nich:
· Organizowanie grup - podstawowa umiejętność przywódcy, na którą składa się inicjowanie i koordynowanie wysiłków zespołu ludzi. Jest to talent spotykany u reżyserów czy producentów teatralnych, oficerów wojska i skutecznie działających szefów wszelkiego rodzaju organizacji i jednostek. Na placu zabaw zdolność tę przejawia dziecko, które decyduje o tym, w co się będą wszyscy bawić albo zostaje kapitanem drużyny.
· Negocjowanie rozwiązań - talent mediatora, zapobieganie konfliktom albo gaszenie tych, które już wybuchły. Osoby obdarzone tą zdolnością przewyższają innych z umiejętnością zawierania umów, rozsądzaniem sporów i mediowaniem w ich załatwianiu; mogą zrobić karierę w dyplomacji, arbitrażu, sądownictwie czy adwokaturze, jako pośrednicy albo menedżerowie zajmujący się przejmowaniem jednych firm przez inne. Talent ten posiadają dzieci, które rozstrzygają spory na placu zabaw.
· Nawiązywanie stosunków osobistych - talent Rogera, polegający na empatii i łatwości wchodzenia w kontakty z innymi osobami. Ułatwia on zawieranie znajomości, rozpoczynanie rozmów, prawidłowe rozpoznawanie uczuć i trosk innych ludzi oraz reagowanie na nie. Jest to sztuka współżycia. Osoby takie doskonale sprawdzają się w pracy zespołowej, są małżonkami, na których można polegać, dobrymi przyjaciółmi i partnerami w interesach. Osiągają znakomite wyniki jako sprzedawcy i menedżerowie, bywają też świetnymi nauczycielami. Dzieci takie jak Roger dobrze współżyją prawie ze wszystkimi, łatwo włączają się do wspólnej zabawy i są z tego powodu szczęśliwe. Najlepiej ze wszystkich odczytują emocje z wyrazu twarzy i są najbardziej lubiane przez kolegów czy koleżanki z klasy.
· Przeprowadzanie analiz społecznych - zdolność do wykrywania i intuicyjnego domyślania się uczuć, motywów i trosk innych. Wiedza o tym, jak i co czują inni, może prowadzić do łatwego wytworzenia się zażyłości z nimi albo do poczucia wzajemnego zrozumienia. W swej najdoskonalszej postaci zdolność ta czyni z obdarzonej nią osoby znakomitego, znającego się na rzeczy terapeutę, a w połączeniu z talentem literackim - dobrego powieściopisarza czy dramaturga.
Razem wzięte umiejętności te składają się na interpersonalną ogładę i są niezbędnymi składnikami czaru, sukcesu towarzyskiego i społecznego, a nawet charyzmy. Osoby obdarzone inteligencją społeczną potrafią gładko nawiązywać stosunki z innymi, właściwie odczytywać ich uczucia i interpretować reakcje, przewodzić i organizować oraz zapobiegać sporom, które są trudne do uniknięcia w każdej sferze ludzkie działalności. Są one naturalnymi przywódcami, tymi, którzy potrafią wyrażać nie wypowiedziane uczucia całej zbiorowości i artykułować je tak, aby prowadziły całą grupę ku jej celom. Jest to ten rodzaj ludzi, z którymi wszyscy lubią przebywać, ponieważ kontakt z nimi jest ożywczy emocjonalnie - po spotkaniu każdy jest w dobrym nastroju i myśli: „Co za przyjemność być z kimś takim.”
Na tych zdolnościach interpersonalnych nadbudowują się inne składowe inteligencji emocjonalnej. Osoby, które wywierają wspaniałe wrażenie, potrafią na ogół doskonale kontrolować wyrażanie swoich emocji, są też wyczulone na sposoby reagowania innych osób, dzięki czemu potrafią stale dostosowywać swoje zachowania do cudzych emocji, aby mieć pewność, że osiągną pożądany efekt. W tym sensie są zdolnymi aktorami.
Jeśli jednak tych zdolności interpersonalnych nie równoważy dogłębne zrozumienie własnych potrzeb i uczuć oraz sposobów ich zaspokojenia, to mogą one prowadzić do osiągnięcia fałszywego sukcesu towarzyskiego - popularności zdobytej kosztem własnego zadowolenia. Wnioski takie wysnuł Mark Snyder, psycholog z Uniwersytetu Minnesoty, na podstawie badań ludzi, których własne umiejętności społeczne uczyniły istnymi kameleonami towarzyskimi, mistrzami w robieniu dobrego wrażenia.8 Ich psychologicznym credo mogłaby być uwaga W.H. Audena o jego prywatnym obrazie samego siebie: „bardzo różni się od obrazu, który chcę stworzyć w umysłach innych po to, by mnie kochali”. Do takiej wyprzedaży może dojść wtedy, kiedy umiejętności społeczne przewyższą zdolność rozpoznawania i szanowania własnych uczuć: po to, by być kochanym, a przynajmniej lubianym, kameleon społeczny dostosuje się do wszystkich wymogów tych, z którymi w danej chwili przebywa. Oznaką, że ktoś zalicza się do tej właśnie kategorii - stwierdza Snyder - jest to, że choć na wszystkich wywiera świetne wrażenie, tylko z niewieloma osobami łączą go trwałe czy satysfakcjonujące bliskie związki. Znacznie zdrowiej jest, oczywiście, zrównoważyć dotrzymywanie wierności samemu sobie z umiejętnościami społecznymi; korzystać z nich bez utraty własnej tożsamości.
Kameleony społeczne nie mają wszakże żadnych zahamowań przed mówieniem jednego, a robieniem czegoś zupełnie innego, jeśli dzięki temu mogą zdobyć aprobatę społeczną. Żyją, godząc się ze sprzecznością między ich wizerunkiem publicznym a prywatną rzeczywistością. Psychoanalityk Helena Deutsch nazywa takich ludzi „osobowościami jak gdyby”, zmieniającymi z zadziwiającą plastycznością swe wizerunki, stosownie do sygnałów wychwytywanych od otaczających osób. „U niektórych ludzi - uważa Snyder - osoba publiczna i osoba prywatna zazębiają się zupełnie dobrze, podczas gdy u innych zdaje się istnieć jedynie kalejdoskop zmieniających się pozorów. Przypominają oni zupełnie postać stworzoną przez Woody Allena - Zeliga rozpaczliwie starającego się dopasować do osób, z którymi w danej chwili się znajduje.”
Ludzie tacy, zanim zareagują na czyjeś zachowanie, starają się w nim znaleźć jakąś, niejasną choćby, wskazówkę, czego się od nich oczekuje, zamiast powiedzieć wprost, co czują. Po to, by utrzymać dobre stosunki z osobami, których nie darzą sympatią, i być przez nie lubianymi, pragną wytworzyć u nich przekonanie, że są przyjaźnie nastawieni. Poza tym korzystają ze swych zdolności społecznych w celu kształtowania takich zachowań, jakich wymagają zupełnie odmienne sytuacje społeczne, w wyniku czego mogą - w zależności od tego, z kim w danym momencie przebywają - zachowywać się jak zupełnie różne osoby, przerzucając się od totumfackiej gadatliwości do roli pełnego rezerwy milczka. Oczywiście w takim stopniu, w jakim cechy te pozwalają na skuteczne kontrolowanie wrażenia wywieranego na innych, osoby takie bywają bardzo cenione w pewnych profesjach, szczególnie w aktorstwie, adwokaturze, handlu, dyplomacji i polityce.
Inny, prawdopodobnie najważniejszy rodzaj samosterowania, zdaje się odróżniać osoby miotane na wszystkie strony niczym pozbawione kotwicy statki, społeczne kameleony, próbujące wywrzeć na wszystkich dobre wrażenie, od tych, które wykorzystują swe obycie społeczne w zgodzie ze swymi prawdziwymi uczuciami. Chodzi tu o zdolność do - jak głosi znane powiedzenie - „bycia sobą”, która umożliwia działanie zgodne z własnymi najgłębszymi odczuciami i przekonaniami bez względu na możliwe konsekwencje społeczne. Taka integralność emocjonalna może - na przykład - prowadzić do celowego prowokowania konfrontacji po to, by skończyć z dwulicowością albo wypieraniem się czegoś i w rezultacie oczyścić atmosferę, na co n nie zdobyłby się kameleon społeczny.
Skąd się bierze brak zdolności społecznych
Cecil był bez wątpienia bystry; był specjalistą od języków obcych i znakomitym tłumaczem. Jednak w pewnych sprawach wykazywał absolutną nieudolność. Wydawał się zupełnie pozbawiony umiejętności społecznych. Nie potrafił pogadać z kimś o błahych sprawach przy kawie i zacinał się, kiedy musiał wziąć udział w jakiejś ożywionej rozmowie; krótko mówiąc, wydawał się niezdolny do nawiązywania najzwyklejszych, codziennych kontaktów z innymi osobami. Ponieważ brak wyrobienia towarzyskiego ujawniał się najmocniej, kiedy Cecil przebywał w towarzystwie kobiet, zgłosił się na leczenie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma - jak to ujął - „ukrytych skłonności homoseksualnych”, mimo że nigdy nie miewał fantazji erotycznych o takim charakterze.
Jednak jego rzeczywisty problem polegał - jak wyznał terapeucie - na obawie, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia. To właśnie było przyczyną głębokiego braku zalet towarzyskich. Zdenerwowanie podczas spotkań i rozmów z innymi osobami sprawiało, że śmiał się i chichotał w najmniej odpowiednich momentach, natomiast nawet się nie uśmiechnął, kiedy ktoś powiedział coś autentycznie zabawnego. Jego skrępowanie w obecności innych osób ujawniało się - jak powiedział terapeucie - już w dzieciństwie; przez całe życie czuł się swobodnie tylko w towarzystwie swego starszego brata, który w jakiś sposób pomagał mu się rozluźnić. Kiedy jednak brat wyniósł się z domu, jego niedostosowanie stało się porażające - obecność innych osób działała na niego paraliżująco.
Historię tę opowiada Lakin Phillips, psycholog z Uniwersytetu im. Jerzego Waszyngtona, którego zdaniem kłopoty Cecila wzięły się stąd, że nie nauczył się w dzieciństwie najbardziej elementarnych podstaw interakcji społecznych:

Czego mógł się Cecil nauczyć wcześniej? Zwracać się wprost do tych, którzy do niego mówią; inicjować kontakty, a nie czekać zawsze, aż inni to zrobią; brać żywy udział w rozmowach, a nie tylko ograniczać się do „tak” i „nie” i jednowyrazowych odpowiedzi; wyrażać wdzięczność, przepuszczać innych przodem przy wchodzeniu do pomieszczeń; czekać, aż się go obsłuży [...] dziękować; mówić „proszę”, dzielić się z innymi i wszystkich pozostałych podstawowych interakcji, których zaczynamy uczyć dzieci już w wieku dwóch lat.9

To, czy braki Cecila były wynikiem zaniedbań wychowawczych osób, które nie nauczyły go podstaw obycia towarzyskiego, czy jego własnej niezdolności przyswojenia sobie tych zasad, nie jest jasne. Jednak bez względu na to, jakie były tego przyczyny, historia Cecila jest pouczająca, świadczy bowiem o istotnym znaczeniu, jakie mają niezliczone lekcje synchronizowania interakcji i niepisanych reguł społecznej harmonii, które pobierają dzieci od dorosłych. Skutkiem nieumiejętności stosowania się do tych reguł są niekontrolowane przypływy emocji i zachowań, które sprawiają, że inne osoby czują się w naszym towarzystwie nieswojo. Funkcją tych reguł jest, rzecz jasna, zapewnienie każdemu uczestnikowi interakcji poczucia swobody, ponieważ skrępowanie i niezgrabne zachowania rodzą niepokój. Osoby, nie radzące sobie z subtelnościami stosunków społecznych, niewłaściwie reagujące na emocje osób, z którymi mają kontakty, wywołują chaos i zakłopotanie.
Wszyscy znamy takich Cecilów, ludzi o irytującym braku ogłady towarzyskiej, którzy zdają się nie wiedzieć, kiedy wypada zakończyć wizytę albo rozmowę telefoniczną, z kim dalej rozmawiać, a z kim nie, nie zauważających żadnych napomknięć czy aluzji, że pora już się pożegnać, którzy przez cały czas koncentrują rozmowę na sobie, nie przejawiając najmniejszego zainteresowania sprawami innych, którzy ignorują nieśmiałe próby sprowadzenia dyskusji na inny temat, ludzi, którzy wtykają nos w cudze sprawy albo zadają wścibskie pytania. Te zboczenia z gładkich dróg stosunków międzyludzkich świadczą o braku znajomości podstawowych elementów, z których buduje się interakcję.
Psycholodzy ukuli termin dyssemia (od greckich słów dys - trudność i semes - sygnał) na określenie swoistej niezdolności nauczenia się przekazów niewerbalnych. Problemy w tej sferze ma jedno na dziesięcioro dzieci.10 Problem taki polegać może na słabym wyczuciu przestrzeni osobistej, co objawia się w ten sposób, że dziecko podczas rozmowy stoi zbyt blisko osoby, do której się zwraca, albo rozkłada swoje rzeczy na terytorium należącym do kogoś innego; na ubogim używaniu i interpretowaniu języka ciała”; na błędnym odczytywaniu i niewłaściwym korzystaniu z mimiki, co przejawia się - na przykład - unikaniem kontaktu wzrokowego; na kiepskim wyczuciu prozodii, emocjonalnego zabarwienia rozmowy, co sprawia, że mówią matowym, jednostajnym głosem albo zbyt ostro.
Dużo badań koncentruje się na wykrywaniu dzieci, wykazujących oznaki braku umiejętności społecznych, których nieporadność w kontaktach sprawia, że koledzy ignorują je albo odrzucają. Oprócz dzieci unikanych z powodu ich awanturniczego usposobienia wszystkie inne spotykające się z odtrąceniem wykazują bez wyjątku brak podstawowych umiejętności koniecznych do nawiązywania bezpośrednich stosunków, a zwłaszcza nieznajomość reguł, które rządzą nawiązywaniem i utrzymywaniem poprawnych kontaktów z innymi. Jeśli ktoś ma kłopoty z wysłowieniem się, to zakłada się, że nie jest zbyt bystry albo że ma kiepskie wykształcenie, jeśli jednak nie przestrzega niepisanych reguł interakcji niewerbalnych, to inne osoby - a w wypadku dzieci, koledzy - postrzegają ich jako „dziwnych” i stronią od nich. Są to dzieci które nie wiedzą, jak z wdziękiem przyłączyć się do zabawy, które dotykają rówieśników w sposób wywołujący u nich raczej skrępowanie czy zażenowanie niż poczucie przyjaźni albo koleżeństwa, krótko mówiąc te „poza nawiasem”. Są to dzieci, którym nie udało się opanować niemego języka emocji i nieświadomie wysyłają sygnały wywołujące niepokój albo zakłopotanie.
Stephen Nowicki, psycholog z Uniwersytetu Emory’ego, badający niewerbalne zdolności dzieci, ujął to tak: „Dzieci, które nie potrafią odczytywać ani wyrażać emocji, czują się stale sfrustrowane. W istocie rzeczy nie rozumieją, co się dzieje. Ten rodzaj komunikacji jest stałym podtekstem wszystkiego, co robisz. Nie możesz powstrzymywać swej mimiki czy gestykulacji ani ukryć tonu głosu. Jeżeli popełniasz błędy w wysyłanych przez siebie komunikatach emocjonalnych, to stale spotykasz się z dziwnymi reakcjami innych - odtrącają cię, a ty nie wiesz dlaczego. Jeżeli myślisz, że zachowujesz się radośnie, ale w rzeczywistości wydajesz się za bardzo ożywiony albo zły, to stwierdzasz, że inne dzieci złoszczą się na ciebie i nie rozumiesz, dlaczego. Na koniec zaczynają odczuwać, że nie mają żadnego wpływu na to, jak traktują je inni, co się im przydarza. W rezultacie czują się bezsilne, przygnębione i apatyczne”.
Oprócz odtrącenia przez rówieśników, co napełnia je poczuciem izolacji społecznej, dzieci takie mają również kłopoty w nauce. Klasa szkolna stwarza sytuacje nie tylko edukacyjne, ale i społeczne; nieporadne społecznie dziecko może tak samo błędnie interpretować wyrazy emocji nauczyciela i tak samo niewłaściwie na nie reagować jak na zachowania innego dziecka. Wynikające z tego niepokój i zakłopotanie mogą upośledzać zdolność skutecznego uczenia się. I faktycznie, jak wykazują sprawdziany niewerbalnej wrażliwości dzieci, te z nich, które błędnie odczytują sygnały emocjonalne, radzą sobie z reguły w szkole gorzej, niż można by oczekiwać na podstawie ich potencjału intelektualnego, wykazywanego w testach do badania inteligencji.11
„ Nienawidzimy cię”
Nieporadność społeczna ujawnia się chyba najwyraźniej i w najboleśniejszej formie w jednym z najbardziej ryzykownych momentów w życiu dziecka, kiedy stoi ono obok bawiącej się grupy rówieśników i chce się przyłączyć do zabawy. Jest to niebezpieczna chwila, ponieważ to, czy się jest lubianym czy niecierpianym, zostaje ujawnione publicznie. Z tego właśnie powodu ów przełomowy moment stał się przedmiotem skrupulatnych analiz dokonywanych przez specjalistów zajmujących się badaniem rozwoju dziecka. Badania wykazały, że metody włączenia się do zabawy stosowane przez dzieci ogólnie lubiane i przez społecznych „banitów” różnią się diametralnie. Potwierdzają też, istotne znaczenie dla wytworzenia się kompetencji społecznej ma dostrzeganie, interpretowanie i reagowanie na sygnały emocjonalne i interpersonalne. Aczkolwiek przykro jest widzieć dziecko kręcące się wokół bawiących się rówieśników i bezskutecznie próbujące się do nich przyłączyć, to jednak takie kłopotliwe sytuacje są zjawiskiem powszechnym. Odtrącane są czasami nawet najbardziej lubiane dzieci - badania drugo- i trzecioklasistów wykazały, że dzieci cieszące się największą sympatią rówieśników w 26 przypadkach na 100 spotykają się z odmową, kiedy chcą przyłączyć się do wspólnej zabawy. Małe dzieci wyrażają z brutalną szczerością sądy emocjonalne, które leżą u podłoża takiego odrzucenia. Świadczy o tym następująca rozmowa czterolatków w przedszkolu.12 Linda chce przyłączyć się do Barbary, Nancy i Billa, którzy bawią się zabawkami przedstawiającymi zwierzęta i klockami. Przygląda się im przez minutę, a potem podchodzi do nich, siada obok Barbary i zaczyna bawić się zwierzątkami. Barbara obraca się do niej i mówi:
- Nie możesz się bawić!
- A właśnie, że mogę - odcina się Linda. - Ja też mogę wziąć parę zwierzątek.
- Nie możesz - odpowiada bez ogródek Barbara. - Dzisiaj cię nie lubimy.
Kiedy Bill protestuje i bierze stronę Lindy, do ataku przyłącza się Nancy:
- Dzisiaj jej nienawidzimy.
Bojąc się, żeby nie powiedziano im wprost: „Nienawidzimy cię” albo nie dano tego pośrednio do zrozumienia, dzieci przejawiają - co zupełnie zrozumiałe - wielką ostrożność na progu, którego przekroczenie umożliwia przyłączenie się do grupy. Niepokój ten nie różni się prawdopodobnie od tego, który odczuwa osoba dorosła na przyjęciu, trzymając się z dala od radośnie rozprawiającej grupki osób, które wydaje się łączyć zażyła znajomość. Ponieważ moment rozterki na progu strefy zajmowanej przez grupę ma tak doniosłe znaczenie dla dziecka, ma on również - jak to ujął jeden z badaczy - „duże znaczenie diagnostyczne [...], ujawniając szybko różnice w opanowaniu umiejętności społecznych.”13
Na ogół „nowi” po prostu przyglądają się przez pewien czas, a potem bardzo ostrożnie przyłączają się do grupy, okazując większą pewność siebie dopiero w następnych, ostrożnie stawianych krokach. O akceptacji decyduje umiejętność wejścia w układ sytuacyjny danej grupy, zorientowanie się, na czym polega zabawa, a co nie jest dopuszczalne.
Dwoma kardynalnymi błędami, które prawie zawsze prowadzą do odtrącenia, jest zbyt wcześnie podjęta próba przejęcia przewodnictwa oraz niedostosowanie się do układu sytuacyjnego grupy. A to z reguły robią dzieci nielubiane: pchają się do grupy na siłę, starają się zbyt nagle albo zbyt wcześnie zmienić temat dyskusji czy zabawy, wyrażają, nieproszone, swoje opinie albo po prostu od razu nie zgadzają się z innymi. Wszystkie te zachowania są oczywistymi próbami zwrócenia na siebie uwagi. Przynosi to skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego, w postaci odtrącenia albo ignorowania. Dzieci mile widziane przez rówieśników przed próbą przyłączania się do grupy poświęcają dużo czasu na obserwację, a potem robią coś, co świadczy o tym, że akceptują reguły gry. Przed przejęciem inicjatywy (polegającym na zaproponowaniu tego, co grupa ma robić) czekają na potwierdzenie swojej w niej pozycji.
Powróćmy teraz do Rogera, owego pięciolatka, który wpadł w oko Thomasowi Hatchowi, ponieważ wykazał się wysokim poziomem inteligencji interpersonalnej.14 Taktyka stosowana przez Rogera w celu przyłączenia się do grupy polegała na jej obserwowaniu, następnie naśladowaniu tego, co robiło inne dziecko i na koniec zagadnięciu tego dziecka i pełnym włączeniu się do zabawy. Była to taktyka zwycięska. Roger wykazał swoje umiejętności, bawiąc się z Warrenem w zrzucanie „bomb” (którymi były kamyki). Na pytanie Warrena, czy chce być w helikopterze czy w samolocie. Roger spytał przed podjęciem decyzji: - A ty jesteś w helikopterze? To pozornie niewinne pytanie ukazuje wrażliwość chłopca na sprawy innych i zdolność działania na podstawie uzyskanej tą drogą wiedzy w sposób zapewniający podtrzymanie kontaktu. Hatch tak oto komentuje zachowania Rogera: „On zgrywa się z towarzyszem zabawy, dzięki czemu bawią się wspólnie. Obserwuję mnóstwo innych dzieci, które po prostu wsiadają do swoich helikopterów i samolotów i dosłownie oraz w przenośni odlatują każde w swoją stronę.”